Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



poniedziałek, 23 listopada 2015

Dziewczyna o siedmiu imionach - uciekinierka z Korei Północnej

Książkę tę polecała mi połowa moich domowników, ale mimo to pozostawałam sceptyczna. Na szczęście, "Dziewczyna o siedmiu imionach" przewyższała moje oczekiwania.
Powieść, o której tu mowa, opowiada historię kobiety, która uciekła z Korei Północnej. Ukazuje jej życie w tym kraju, jej podróż i próby życia w Chinach i wreszcie, jak wróciła po swoją rodzinę, aż po (prawie)happy end.

Szczerze mówiąc, to właśnie ta pierwsza część, o codziennym życiu Koreańczyków, najbardziej mnie ciekawiła. Włos się jeży na głowie, ale muszę przyznać, że autorka nie miała tam aż tak najgorzej. Lepiej niż wielu innych i, co ciekawe, wcale nie chciała z Korei uciekać. Przeciwnie. Niestety, władze nie pozostawiły jej wyboru. I nie tylko jej.

Książka otwiera też oczy na sposób myślenia mieszkańców Korei Północnej. Oni w naszym świecie są na straconej pozycji - bez wykształcenia, bez wiedzy życiowej, kompletnie zagubieni i bezradni. Dziewczyna świetnie obrazuje, dlaczego wielu Koreańczyków postanawia jednak wrócić do ojczyzny - bo bez względu na ustrój, to jest ich ojczyzna, gdzie zostawili znane im życie, rodziny i przyjaciół.
Następne dwie części również są ciekawe, jednak w nieco inny sposób. Ukazują drogę, jaką przeszła autorka, aby móc legalnie i normalnie żyć z rodziną w naszym świecie. I nie była to łatwa droga. Starczy powiedzieć, że minęło wiele lat, zanim wróciła po rodzinę, a druga podróż z dwóch tygodni przeciągnęła się do dziewięciu miesięcy. Co nieprawdopodobne, jednak się udało.

Mówię nieprawdopodobne, bo autorka musi zażywać Felix Felicis. Serio. Ma cholerne szczęście, w niektórych momentach aż nie chce się wierzyć, że komuś los może aż tak sprzyjać. Czytelnik w pewnym momencie może się podrapać po głowie i stwierdzić Eee no. Serio?. I to chyba największa wada tej książki, choć przecież ma opowiadać prawdziwą historię, więc jeśli nie przeinacza faktów, to nie możemy tego uznawać za wadę.

Dziewczynę czyta się w tempie ekspresowym. Ma jakiś magnes. Mimo sporej objętości i małej czcionki, można by ją połknąć w jeden dzień. Niestety, wydana jest słabo. Okładka mi się cholernie nie podoba, dużo tam elementów, napisów i taka jakaś niedorobiona. Papier jeszcze gorszy, cienki i brązowy, a w naszym egzemplarzu zdarzył się nawet jakiś błąd w druku, bo po wstępie, wstęp zaczyna się jeszcze raz. Atutem za to może być wkładka ze zdjęciami, naprawdę interesująca.
Dodatkową zaletą jest to, że książka nie jest przeładowana nieistotnymi detalami: nazwiska padają tylko wtedy, kiedy są potrzebne, rozmowy są przytaczane tylko wtedy, kiedy są istotne, a zdarzenia opisywane są rzeczowo i jednocześnie ciekawie. Nie trzeba zaprzątać sobie głowy, próbując spamiętać ciężkie do choćby przeczytania koreańskie i chińskie imiona.

Na końcu książki znajduje się też słowniczek imion, nazw i zwrotów, co bardzo pomaga, kiedy wypada nam z głowy, czym do cholery było angibu. Z przodu jest też mapka z zaznaczonymi trasami ucieczki. No, mapa jak mapa. Czytelna przynajmniej.

Zdarzają się literówki i potknięcia, ale ostatnio nie ma książek od tego wolnych. Za to może nas kołować nazywanie koreańskich przywódców Kim Il-sungiem i Kim Jong-unem, zamiast znanych nam spolszczonych imion: Kim Ir Sen i Kim Dzong Un. Ale idzie się przyzwyczaić, chociaż dalej dziwnie mi to brzmi i wygląda.
Podsumowując, książka jest naprawdę ciekawa, wciągająca, szybko się ją czyta i dostarcza nam sporo wiedzy na temat owianej tajemnicą Korei Północnej. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nada się na prezent od Mikołaja, jeśli takowego poszukujecie ;).

A poza tym ona serio miała siedem imion. 



3 komentarze:

  1. Chyba przeczytam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Noo, jak naprawdę miała 7 imion to przeczytam. Kiedyś... Nie, serio szukam ostatnio czegoś co będzie się dobrze czytało i nie będzie młodzieżówką (nie chodzi o to, że uważam, że tylko młodzieżówki dobrze się czyta, tylko raczej, że poza nimi nie mogę nic znaleźć) także dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nieskładny komentarz, pozdro dla wszystkich, którzy się połapią ;)

      Usuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).