Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



środa, 28 października 2015

Targi Książki w Krakowie 2015

Byłam. Widziałam. Zbiedniałam. To tak w skrócie o 19. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie.
Ze względu na dość niefortunną datę, na Targach spędziłam tylko sobotę, ale powiem wam, że zdecydowanie było warto. Dane statystyczne mówią same za siebie:

Ludzie: za dużo
Tlen: za mało
Wolna przestrzeń: nie istnieje
Wydane pieniądze: ..............
Fajny długopis: sztuka jedna zakupiona
Ludzie przebrani za dziwne maskotki: co najmniej troje + Gandalf
Komplementy na temat mojej koszulki od obcych ludzi: cztery (czyli bidno)
Autorzy: pierdyliard
Mieliśmy ładną rozpiskę, kto interesujący będzie podpisywał książki, ale szczerze wam powiem, że większość z pozycji olaliśmy. Szczególnie, gdy zobaczyliśmy kolejkę do Olafa Lubaszenki. (w pierwszej chwili napisałam "Lubasza Olafenki" i nie ogarniałam, co jest nie tak, serio)

To są puzzle, czaicie?
Za to swoje odstaliśmy w kolejce do Piotra Fronczewskiego i pomijając fakt, że z książką mieliśmy pierwszeństwo, o czym dowiedzieliśmy się, stojąc już na przodzie, to to było mega magiczne kilkadziesiąt sekund. Do tego stopnia, że pierwszy w swoim życiu wywiad rzekę przeczytałam w jeden dzień. I jeszcze zostało mi czasu na dwieście stron innej książki - obu pozycji pojawią się recenzje, nie bójta się. Pan Fronczewski wydał mi się mega przyjaznym człowiekiem i jego mina, gdy zobaczył mojego wielkiego brata zaraz po nazwaniu go "Michałkiem" chyba na zawsze pozostanie mi w pamięci. Jeszcze dodam, że w porównaniu z Robertem Makłowiczem, który autografy rozdawał jak z karabinu (bach następny bach kolejny bach), Fronczewski wypada bardzo fajnie - zagada, pożartuje, zostawi miłe wspomnienie. Tak trzymać!

A w ogóle stanie w kolejce umilała mi para, która stała za nami, bombowe podejście do życia - tak trzymać, proszę państwa!
Poza tym zgarnęłam jeszcze autograf od Andrzeja Polkowskiego na "Piotrusiu Panie". Musiałam kupić drugi egzemplarz, bo jestem kretynką i swojego nie wzięłam z domu i to nawet nie jest kwestia tego, że nie wiedziałam, że to on tłumaczył tę książkę - wręcz przeciwnie. Po przeczytaniu przypisu w jednym z pierwszych rozdziałów pomyślałam "O, brzmi jak Polkowski, on tłumaczył?" i proszę. Więc jestem zwyczajnie kretynką.
Tłum był ogromny i w szczytowych godzinach nie dało się normalnie poruszać, a nawet oddychać. Albo zostało wpuszczonych zwyczajnie zbyt wiele ludzi, albo zbyt wielu wystawców i przejścia między nimi były zwyczajnie za ciasne. Pod tym względem Targi w Warszawie rozwiązały problem zwyczajnie lepiej, bo jak się chodzi w kółko, to większość ludzi porusza się w tę samą stronę. Tak więc niechętnie przyznaję plusika stolicy.
Jeszcze nie rozdaję autografów :( Poprawiam rozpiskę
Idzie sobie człowiek drogą, a tu globus
Poza tym problemem były sławne osoby rozdające autografy. Jak siedział sobie smutny autorzyna przy stoliku, to pół biedy (miałam ochotę kupić ich książki tylko po to, żeby mieli komu podpisać, no ale nie stać mnie), ale kiedy wychodzili Wojciech Cejrowski, Martyna Wojciechowska, Ewa Drzyzga czy wspomniany wyżej Olaf Lubaszenko, automatycznie robił się zator i nie dało się przejść, trzeba było chodzić dookoła.
Wiecie, gdzie jeszcze był straszny zator? Przy stoisku Otwartego. Chciałam kupić Facecje. Tylko tyle. A tu klops, bo "WSZYSTKIE KSIĄŻKI MOONDRIVE ZA 25 ZŁOTYCH" rozciągnęło kolejkę na milion kilometrów. Po tym, jak nie ruszyła się nawet o milimetr po dwudziestu minutach, dałam za wygraną i wróciłam, gdy niemal wszystko z Moondrive'a zostało wykupione. A może to kwestia trwającego właśnie spotkania z C.J. Daugherty.
Przełamałam się i kupiłam nawet "Magnusa Chase'a". Nie chciałam tego robić, ale kupiłam, bo w sumie czemu nie. Recenzować czy nie recenzować? oto jest pytanie.
Kraków rozwiązał też problem braku smyczy! Ale zamiast mega zaczepistej plakietki z fabjulus napisem "media" zaoferował mi beznadziejną opaskę na rękę bez żadnego fajnego napisu :(. Dlatego, niestety, znów plusik dla stolicy.

Chociaż w ostatecznym rozrachunku w Krokowie chyba bardziej podobało. Nie wiem. Takie mam dziwne odczucie. Na pewno pojawię się za rok, ale od teraz jeżdżę w czwartki.

No i do kolekcji zostały mi jeszcze tylko London Book Fair...

AHA! Wiecie, co było w tym wszystkim najlepsze?




PS: Wiem, że jestem ostatnią blogerką na świecie, która publikuje post o Targach, bo wszyscy zrobili to wieki temu. Przepraszam po stokroć. Muszę się poprawić, wiem.



5 komentarzy:

  1. Nie musisz jeździć w czwartki, w niedziele też nie ma aż tylu ludzi ;)
    Ja w tym roku pierwszy raz byłam w sobotę. Masakra, ale było warto!
    Magnusa już czytam i polecam całym sercem, trzyma poziom pierwszej serii Ricka :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasuwa się pytanie CZEMU MNIE TAM NIE BYŁO? Cóż, zapewne dlatego, że nie ma mnie nigdzie gdzie jest coś ciekawego. Nieważne.
    Jakoś nie wyobrażam sobie spotkania z autorami książek do polskiego. W mojej głowie od razu pojawia się taka sytuacja:
    -Hej, obczaj jaki mam mega podręcznik, z autografem autora! :) - #dziwnerozkminy
    Lubasz Olafenko rządzi :) I człowiek globus. No, zazdro ogólnie. Ja na żadnych Targach jeszcze nie byłam, ale zamierzam to nadrobić... kiedyś. I liczę na Twój autograf, więc się przygotuj :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałam na ten post, bo sama jestem targowym świrusem. Co prawda z roku na rok podoba mi się coraz mniej, ale to dlatego, że jestem strasznym samolubem i wolałam jak było mniej ludzi, więcej fajnych konkursów i tańsze książki. Ale teraz (czyli od dwóch lat) zdecydowanie lepsza jest organizacja. No i większe miejsce (chociaż mi się zawsze (czyli od dwóch lat) łezka w oku kręci, bo to nie są te pomieszczenia co w dzieciństwie).
    A propo niepopularnych autorów. Rok temu kupiłyśmy z siostrą i mamą jedną książkę, tylko dlatego, ze autor był mega przeuroczy. Powieść okazała się mocno słaba, ale niczego nie żałuję XD
    Cieszę, że Ci się podobało!
    Zawsze mnie tylko śmieszy, że do Pilipiuka i Cejrowskiego są ogromne kolejki, bo oni są co roku, zazwyczaj przynajmniej dwa dni i wystarczy przyjść później/dorwać ich po godzinach, żeby dostać autograf bez długiego czekania (protip, jakbyś kiedyś chciała autograf od jednego z nich, zwłaszcza od Pilipiuka, bo słyszałam, że Cejrowski w tym roku był krócej niż zazwyczaj).
    Do rzeczy do zrobienia na Targach dorzucam granie w gry z fajnymi ludźmi (jeden ziom, kiedyś grał ze mną w pewną grę cztery raz, tylko po to, żebym nareszcie nauczyła się wygrywać. od tego czasu nie przegrałam z nikim ani jednej rozgrywki ;) i wymiany książkowe (zwłaszcza ta LC)
    Też chciałam sobie kupić Magnusa, ale w Empiku wykupili, a w Galerii Książki był przeceniony całe 5 zł, więc stwierdziłam, że kupię go sobie przez internet. Lub nie kupię w ogóle. Czemu w tej Galerii zawsze tak próbują zdzierać? (w zeszłym roku ten sam problem miałam z "Krwią Olimpu").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cejrowski stał prawie że cały dzień :C. Ale jego mam odhaczonego, bo niegdyś był w Legnicy :).
      Fakt, Pilipiuk też był oblegany, ale do Fronczewskiego przyszliśmy dwadzieścia minut przed czasem i staliśmy godzinę w kolejce, masakra XD. Na stoisku obok autorzy zdążyli się trzy razy zmienić.
      A do Kosika to się kolejka w dwie minuty na pół hali zrobiła. Miałam szczęście, że przyszłam idealnie szybciej.

      Usuń
    2. Do Kosika też kiedyś stałam całkiem długo ;) Ja nie wiem jak ten Cejrowski potrafi tyle wystać, naprawdę, ja kiedy brałam jego autograf (jakieś dwa-trzy lata temu) to było to pod koniec dnia (ok. 16.00), a on od początku STAŁ. I to oczywiście boso ;)
      Do takich ludzi jak Fronczewski (aktorów itp. którzy podpisują biografie/wywiady rzeki) zawsze takie są niestety! Ja nie mogłam się w niedzielę przecisnąć obok kolejki do Kazika. Ale, co ciekawe, przy nim samym był spory luz, więc chociaż po podpis nie stałam, to przynajmniej go sobie zobaczyłam z bliska :D
      Ja do tej pory najdłużej stałam w kolejce do (plis, nie biczujcie) Julii Kamińskiej :D To było w czasach podstawówkwych, kiedy BrzydUla była na topie (co ciekawe, nie oglądałam serialu na bieżąco, a wiedzę o nim, czerpałam z "Pamiętnika BrzydUli") i chociaż Targi nie były jeszcze wtedy tak popularne jak teraz, to stałam w kolejce półtorej godziny! I i tak miałam farta, że kupowałam książkę i byłam małą słodką dziewczyną, ponieważ tylko dlatego puścili mnie jeszcze zanim Julia wychodziła na przerwę (półgodzinną!) Także mogę sobie wyobrazić co czułaś w kolejce do Fronczewskiego xD

      Usuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).