Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



piątek, 4 września 2015

Kupiłam książkę dla dzieci

A właściwie dziesięć. Nawet dostąpiły tego zaszczytu, że dostały własną półkę, bo teraz mam z tej serii dwanaście pozycji. Mam szesnaście lat i przepierdzieliłam większość moich ostatnich pieniędzy na książeczki o wróżkach. Dlaczego?
Swoją rozrzutność usprawiedliwiam faktem, że wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny, a to prezent ode mnie dla mnie, a poza tym kupiłam wszystko jednak w okazyjnych cenach. No ale nie o to chodzi, prawda?

Dawno temu, kiedy Ala chodziła jeszcze w spódniczkach w biedronie kropki i śpiewała Jestem sobie przedszkolaczek, w kioskach dostępna była śliczna gazeta, przy której wszystkie inne się chowały (nawet Księżniczka, której notabene też miała sporą kolekcję). Z okładki świecił duży napis Disney. Wróżki i musicie mi wierzyć na słowo, bo moja wielka kolekcja tych gazet gdzieś się zawieruszyła, ale faktycznie rysunki w nich były zwyczajnie śliczne. Oprócz tego fascynował mnie świat Przystani Elfów. Uwielbiałam zaglądać do domków wróżek i czytać o ich przedmiotach i zwyczajach.

Trochę później, jak już mała Ala poszła do szkoły, w sklepach pojawiły się jeszcze śliczniejsze książeczki z tymi samymi wróżkami na okładkach. I mała Ala wymyśliła sobie, że chce mieć je wszystkie, no ale w sumie cholera wie, ile ich jest i przede wszystkim nie wszystkie były dostępne. 
Ostatecznie małej Ali udało się mieć trzy z tych książek: o Dzwoneczku, jej ówczesnej ulubienicy, o Widii, tej wrednej, i o Skłonce, ale tej książki nigdy nie udało jej się skończyć, bo zgubiła ją w szkole i ostatecznie tylko ta pierwsza się uchowała.

Potem książki wycofano, ponieważ Wróżki zostały przemianowane na Dzwoneczka, a tytułowa bohaterka dostała nowy skład koleżanek, które miały swoje własne historie. I chociaż wtedy-jeszcze-mała Ala przerzuciła się na Zmierzch i oddalała się od wszystkich bajek, we wszelakiej formie, dalej nie mogła przeboleć, że nigdy nie udało jej się kupić książki o Rani (serio, jej historia jest dosyć dramatyczna).

Ponieważ mam młodszą siostrę, od czasu do czasu ściągałam Utracony talent Dzwoneczka z półki i zastanawiałam się, jakie były te inne książki. Znacie już moją fascynację Nibylandią i postacią Piotrusia. Uważam, że Disney zrobił mi ogromną przysługę, pozwalając wrócić jeszcze na chwilę, żeby polatać z wróżkami, popływać z syrenami i utrzeć nosa piratom.

Jest Piotruś, jest impreza!
I wtedy zobaczyłam tę ofertę, która oferowała mi prawie wszystkie brakujące książki z tzw. (przeze mnie) pierwszego rzutu, czyli pierwsze książki (potem był jeszcze drugi rzut i następne, już o nowych kumpelach) o pierwszych koleżankach Dzwoneczka (brakowało dwóch większych książek, które dokupiłam wcześniej osobno i jednej zwyczajnej, której nigdzie nie ma. Ma ktoś Sekret królowej Klarion na sprzedaż?). Rozglądałam się za nimi już wcześniej, ale większość jest niemal nieosiągalna. 

Możecie mi nie wierzyć, ale większość z tych historii faktycznie nadawałaby się na fabułę "pełnoprawnej", chciałoby się powiedzieć, powieści. Szczególnie historia Rani, o której już wspominałam, a którą znajdziecie w książce Elfi pyłek i wyprawa po Jajko :). Oczywiście, język i styl są dostosowane do dzieci. Prosty. Nawet zbyt. Ale ma to swój urok. Bo naprawdę mogę wrócić do Nibylandii, gdzie słownictwo jest proste, a opisy niewyszukane, ale jednak Piotruś potrafi być prawdziwym okrutnikiem, a Hak wyciera hak z krwi czy mamrocze nazwiska ofiar przez sen.

No i do czego zmierzam. Nigdy nie jest za późno na zaspokojenie pragnień małego dziecka, które jest w tobie. Serio. Przypuszczam, że za dziesięć lat zrobiłabym dokładnie to samo, taki ze mnie typ osoby. Nie znacie nikogo, kto, na przykład, kolekcjonował komiksy o Donaldzie, a jak już się zrobił za duży, to wszystko spalił, a teraz żałuje? To nie jest kwestia bycia dziecinnym. Ja już swoją emo fazę przeszłam, dziękuję bardzo. Po prostu doceniam ładne (wewnętrznie, zewnętrznie, metaforycznie) rzeczy.

Wszystko jest dla ludzi. Nigdy nie jesteśmy za duzi. Świat to kiedyś pojmie.



13 komentarzy:

  1. Matko, ja to pamiętam! Mam nawet na półce "Lidia i magiczne drzewo"! Pamiętam jak w 1-3 podstawówki biegałam do biblioteki po "Martynkę" i właśnie "W'różki"!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię wracać do Muminków i za każdym razem, gdy je czytam, uświadamiam sobie, że to nie jest książka dla dzieci, ale dla każdego. Marzy mi się zakup pięknie wydanej serii, coś w stylu "ekologicznie", ale ściska mnie, gdy przeliczam cenny.
    I jakieś pół roku temu wygrzebałam Marry Poppins i zachwyciła mnie, mimo prostego języka, bo własnie ten prosty język ma niesamowity urok <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie zliczę ile razy oglądałam Barbie z młodszą siostrą i wzdychałam za dzieciństwem ;) Zgadzam sie z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam całą półkę komiksów o Donaldzie. I nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby je, broń Boże, spalić. Wróżek nie czytałam, nie wiem, o co chodzi. XD
    Donalda polecam. Serio.
    A co do w s z y s t k i c h książek (i filmów)... One chyba nie są dla dzieci. To znaczy... Są. Ale większość dzieci ich nie rozumie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mała Martusia we mnie bardzo zazdrości małej Ali w Tobie. Wróżek miałam prawie wszystkie tomy. Pierwszy kupił mi dziadek (wygrałam zakład która szopka z wystawy w naszym muzeum wygra konkurs). Dziadek kilka miesięcy później zmarł, więc tym bardziej żałuję że zachowało mi się tylko kilka numerów z drugiego rzutu. Mała Martusia miała cztery książki z tej serii, o Skłonce, mojej ulubionej wróżce, Rani, Lili (przynajmniej wydaje mi się, że tak miała na imię, chodzi o wróżkę ogrodową) i Cynce Dzwoneczek.
    I mam taką prośbę, czy jeśli podam Ci maila mogłabyś wysłać mi zdjęcia okładek? Mała Martusia byłaby Ci bardzo wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd mi się wkradł, chodziło o numery Wróżek, nie tomy.

      Usuń
    2. Jasne, dawaj tego maila, chętnie pomogę :)

      Usuń
    3. Dzięki wielkie :D marta.aklak@gmail.com
      Przypomniało mi się jeszcze jak na wakacjach przed pierwszą klasą byłam nad morzem i były tam takie automaty, w których można było wylosować figurki wróżek. Przepuściłam tam straszną kasę, bo to strasznie mi zależało na wylosowaniu Skłonki, a to raczej droga przyjemność była. Ale wylosowałam, ostatniego dnia, w ostatnim losowaniu :D Do tej pory noszę ją przy torbie na trening :P

      Usuń
    4. Wybacz, ale najszybciej jutro będę mogła wysłać ci te zdjęcia, ale obiecuję, że to zrobię :).

      Usuń
  6. Ja na pewno czytałam "Elfi pyłek i wyprawę po jajko" i miałam.... trututututu, aż jedną gazetkę! Ale bardzo ją lubiłam, cały czas nosiłam do szkoły, a papeteria, która była w prezencie, towarzyszy mi do dzisiaj.
    Teraz cały czas zbieram się, żeby obejrzeć "Dzwoneczka i piratów", ale nie ukrywam, że powodem nie są wróżki, tylko Tom Hiddleston. Nie mniej, te książki wyglądają na bardzo przyjemną serię i muszą się pięknie prezentować na półce.
    A a propo palenia komiksów z Kaczorem Donaldem: obecny Doctor ("Doctor Who", taki tam kultowy serial w UK), Peter Capaldi,. we wczesnej młodości był ogromnym fanem tegoż serialu. Miał tysiące plakatów, podpisy wszystkich aktorów, nawet udało mu się wymienić kilka listów ze scenarzystami. Później przyszedł jednak młodzieńczy punt, Peter założył kapelę, a wszystkie gadżety z "Doctora Who"... spalił ;) I żałuje tego do dzisiaj, nawet kiedy to jego podpis staraja się zdobyć fani na całym świecie :D To jest najlepszy przykład na to, że nie należy palić żadnych fandomowych gadżetów!
    PS: Muszę się jeszcze z Tobą czymś podzielić. Otóż może Cię to nie zainteresuje, ale zobaczyłam kiedyś u Ciebie piękną książkę (w sumie to wpisuje się w temat wpisu - piękna rzecz, której zakup nie każdy zrozumie) "Jedi Path". I kiedy udało mi się odwiedzić Forbbiden Planet ta oto pozycja przyciągnęła moje oko. Nie kupiłam jej jednak, ponieważ obok leżało pięć najpiękniej wydanych książek jakie widziałam. A zawartość była równie piękna: w moje ręce wpadły wszystkie części "Star Warsów" przerobione na język szekspirowski. Moje dwie miłości zespolone w jedno. Stać mnie było tylko na jedną, więc oczywiście zdecydowałam się na pierwszą starej trylogii (czyli de facto czwartą). Ale postanowiłam, ze odtąd każda wizyta w Londynie będzie zwieńczona kupieniem kolejnej części, mam nadzieję, ze mi się uda, tak jak Tobie udało kupić się (prawie)wszystkie wróżki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja miałam (w sumie nadal mam) te dwie "duże" i może ze dwie gazetki. Faktycznie obrazki są niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam trzy książki (Rani, moja ówczesna ulubienica, Ćma i Bryłka), które od czasu do czasu lubię wyciągać z szafki i po prostu oglądać ilustracje. Moja dusza artysty się raduje, gdy widzi te śliczne ilustracje! Mażę o takiej kolekcji jak twoja, mimo tych piętnastu lat. I fakt "Wróżki" były moją ulubioną gazetką. Wspomnienia. :')

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja zawsze czytałam Martynkę :')

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).