Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Papierowe miasta - spóźniona recenzja

Cóż, Papierowe miasta weszły do kin już jakiś czas temu, ale dopiero teraz udało mi się je obejrzeć i jako rasowa nastoletnia blogerka okołoksiążkowa muszę dołożyć swoje trzy grosze, chociaż pewnie każdy, kto miał obejrzeć, już widział.
Papierowe miasta to film na podstawie książki Johna Greena (autora Gwiazd naszych wina) o tym samym tytule. Nie powiem wam, o czym to, bo nie jestem w tym dobra, a opisy ssą, ale mam nadzieję, że obejdziecie się bez tej wiedzy.

Powiem wam za to, że książka mnie nie powaliła. Podobała mi się, ale spodziewałam się czegoś więcej, no i zakończenie jest kompletnie do dupy, serio. Ale bez spoilerów.

Jeśli chodzi o sam film, to w dużym skrócie nie spodziewałam się więcej, niż dostałam. Oglądało się mega przyjemnie (oprócz zakończenia, które nadal jest do dupy). Było zabawnie i ludzko, że tak to ujmę. Ogólnie, nie zawiodłam się, bo ta historia idealnie nadaje się na taki film. Mam tendencję do nazywania filmów, które mają fajny klimat, "pociesznymi". Ten jest zdecydowanie pocieszny.
Zacznę może od doboru aktorów. Jeśli chodzi o Margo, to... nie. Wydawało mi się, że Cara dobrze wpasuje się w tę rolę, ale jednak nie wyczułam tej nutki tajemnicy i ekstrawagancji. Być może to wina scenariusza i faktu, że Margo nie miała zbyt wielu scen, a te, które miała, ukazały ją raczej w depresji.

Quentin wypadł spoko. On ogólnie nie jest jakąś szczególnie interesującą postacią, zwykły chłopak, więc jak najbardziej Nat się spisał. Podobały mi się jego mimika i ruchy, takie quentinowe. Ogólnie na plus, gra aktorska bardzo dobra i świetne ruchy taneczne, bo mam podobne (niestety).

Lacey to Lacey. Tak samo bez należytej uwagi, jak w książce, niewykorzystany potencjał. O Angeli też nie mogę zbyt wiele powiedzieć, poza tym, że jest spoko dziewczyną dla Radara. No a jeśli chodzi o Radara, to wypadł bardzo dobrze, powiedziałabym, że idealnie, ale moje serce skradł Ben. Wyobrażałam go sobie całkiem inaczej i ogólnie w książce nie za bardzo go polubiłam, ale filmowa wersja to zdecydowanie moja ulubiona postać. Ma to coś, serio.
Film ogląda się z uśmiechem i ma naprawdę wiele dobrych momentów, a muzyka jest świetnie dobrana. Montaż również przypadł mi do gustu, ale zawsze musi być jakieś ale, prawda?

Jako ekranizacja wypada super, trzyma się książki itd., ale że książka sama w sobie nie jest powalająca, film też taki nie jest. Owszem, jest przyjemny, ale tak samo rozczarowujący. Ja naprawdę rozumiem zamysł autora, ale według mnie to po prostu... nie zadziałało. Dlatego dla fanów książki jak najbardziej, dla ludzi, którzy lubią takie filmy (to nie romans) również, ale nie dla tych, którzy oczekują drugiego Gwiazd naszych wina (a wiem, że wiele osób oczekuje) albo chociaż czegoś zaskakującego, bo kończy się z wielkim i to tyle?. Ok, to jest życiowe, ale nie tego oczekujemy po dobrych historiach. Tak to widzę.
Podsumowując, film mi się podobał, chętnie do niego wrócę, bo lubię przyjemne filmy, ale jeśli oczekuje się czegoś więcej niż po prostu kilku uśmieszków, to ostrzegam, że można się srogo zawieść (chociaż moja opinia jest niepopularna).

Dobra, muszę wreszcie nauczyć się pisać porządne recenzje, meh.



8 komentarzy:

  1. Również czytałam. I oglądałam.
    Zgodzę się z tobą w każdej kwestii. Ben był genialny i na początku nie podobał mi się aktor, który go grał ale potem go pokochałam. Z Quentinem nie miałam żadnych problemów. Uważam, że zakończenie oczywiście było do bani. No cóż, z jednej strony do bani a z drugiej strony pasowało do postaci Margo. Najbardziej rozbawiła mnie scena z krową oraz Mikołajowe wyznanie, że tak to nazwę. A tobie która scena najbardziej się spodobała?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdziwiłabyś się, jak bardzo popularna jest Twoja opinia. Wszyscy, którzy czytali książkę jeżdżą po tym filmie niesamowicie. Mi się podobał, chyba nawet bardziej niż książka, mimo że kilku szczegółów mi brakowało, bo zakończenie jest odrobinę mniej do dupy. Aktor grający Bena na początku zupełnie mi nie pasował, bo był za młody, z resztą ten sam problem miałam z Radarem, ale doskonale się spisał. Scena z piosenką z Pokemonów wymiata :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jeżdżę po filmie, a co do opinii - chodziło mi o to, że nie uważam Papierowych za fantastyczną książkę, jak 90% fanów Greena :).

      Usuń
    2. Przepraszam, źle to ujęłam, mówiąc o jeżdżeniu miałam na myśli dużą część "prawdziwych fanek", które wczoraj zwyzywały mnie od najgorszych, bo śmiałam powiedzieć, że film sporo zyskał na usunięciu niektórych elementów (ani trochę nie tęsknię za żartami o jajach Bena). Z Twoją opinią w większej części się zgadzam.

      Usuń
    3. Och, kocham ludzi, którzy twierdzą, że film ma przekładać książkę 1:1, są tacy zabawni :D. Szkoda tylko, że mało któremu można wytłumaczyć, że jednak ma prawo się różnić :/

      Usuń
  3. Chyba już pisałam, ale napiszę jeszcze raz: m i bardzo podoba się zakończenie, bo nie mogę się po nim pozbierać. To bez sensu, wiem, ale PM to jedna z moich ulubionych książek. Filmu nie oglądałam, także nic o nim nie powiem. Wrócę tu, jak go obejrzę.:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ani nie czytałam książki, ani nie oglądałam filmu i nie mam zamiaru tego robić. Jakoś mi to do gustu nie przypadło.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).