Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



czwartek, 23 lipca 2015

TOP 5 czarnych charakterów

Mam słabość do złych i udręczonych, to ich wypisałam. Wszyscy kochamy czarne charaktery. Głównie dlatego, że są ciekawsi niż ci biali.
Ciężko było mi określić, jakich dokładnie szwarccharakterów ma dotyczyć ta topka, bo szanuję je z różnych powodów - czasem mają świetne motywy czy tło psychologiczne, czasem są po prostu ujmujące, a czasem po prostu je lubię, bo są fajnymi postaciami. Więc wybrałam pięć szczególnych, chociaż niekoniecznie wszystkie lubię. Każda jest z nieco innego tworu: jedna z aktorskiego serialu, jedna z amerykańskiej kreskówki, jedna z anime/mangi, jedna z pełnometrażowego filmu animowanego i jedna z książki. Ale to wyszło tak przypadkiem.
Podpisy mogą zawierać spoilery z poszczególnych tworów kultury, więc nie czytaj, jeśli się boisz.

5. Hao (Zeke) Asakura (Król Szamanów)

Król Szamanów to jeden z tych tworów, które towarzyszą mi niemal całe życie. Mając sześć lat, codziennie (aż wszedł Naruto, który mnie wybił z rytmu) o dwudziestej siadałam przed telewizorem i włączałam Jetix. Co prawda od zawsze jestem w Team Yoh Na Wieki, ale Hao (czy też w anime w wersji angielskiej, a co za tym idzie też w polskiej - Zeke) też szanuję.
Mimo że ma ciało trzynastolatka, tak naprawdę jego duch i umysł mają lat tysiąc pięćset. Ma niewyobrażalną moc i jeden cel: zbudować zdrowy, czysty świat. Szkoda, że wymyślił sobie, że musi w tym celu zniszczyć ludzkość.
Hao po drodze błądzi i zamiast na ratowaniu świata skupia się na niszczeniu ludzi i tych, którzy mu się sprzeciwiają, czeka śmierć. W idealnym świecie i tak nie było dla nich miejsca. Jeśli się sprzeciwiasz, to jesteś zbyt słaby, żeby to zrozumieć. A ludzie i słabi szamani są niepotrzebni.
Na ekranie niejednokrotnie widzimy jego zamaskowaną udrękę i samotność. Myślę, że jego agresja (szczególnie kiedy odtrąca najwierniejszego poplecznika i jedynego przyjaciela) bierze się z frustracji i bezradności.
Wiecie, trochę do bani dostawać po dupie od tysiąca pięciuset lat nawet pomimo faktu bycia najpotężniejszym szamanem wszechczasów. To ten typ, co nie rozumie siły przyjaźni.
Ostatecznie myślę, że gdyby przeszedł na jasną stronę, byłby w porządku gościem. On po prostu jest zagubiony i zatracony i niestety nie ma już sposobu, żeby go odratować. On do tego nie dopuści.
Gdybyście mieli wątpliwości, czy on na pewno jest tym złym, to ten facet zjadł własnego brata bliźniaka. Autentycznie.

4. Luke Castellan (Percy Jackson i bogowie olimpijscy)

No, czy on jest szwarc czy wajs to już kwestia sporna, ale nie pozostawia wątpliwości, że przez pewien okres czasu był szwarc jak oczy Hagrida.
Nie lubię go. Będę szczera. Od początku mi nie pasował. I aktor mi nie leży, ale skupmy się na książkach. To, co mi się w nim podoba, to jego motywy. I, uwaga, trochę spoileruję, więc kończ czytać teraz. No już. Leć do następnego punktu, jest ciekawiej. Skończyłeś? No.
Totalnie rozumiem Luke'a i dziwię się, że większość obozowiczów jednak oparła się jego argumentom, bo, cholercia, mówił z sensem. Szkoda, że pomijał skutki przejęcia władzy przez tytanów.
Aby w pełni zrozumieć tę postać, należy przeczytać całą serię, a najlepiej jeszcze Dziennik Luke'a Castellana (o ile dobrze pamiętam znajduje się w zbiorze Pamiętniki półbogów). Gdybym musiała codziennie patrzeć na odchodzenie własnej matki od zmysłów, mimo że ojciec ma boską moc, to też bym go znienawidziła. I wszystkich jego kumpli. Czy nie podobną nienawiść czuł Percy do ojczyma?
Szczerze mówiąc, to Luke wydaje mi się jedyną naprawdę dobrze zarysowaną postacią w obu seriach. Jest po prostu autentyczny. Nie trzeba go lubić, wystarczy, że go rozumiemy.
Szczęście, że Posejdon polubił Percy'ego, a większość herosów miała kręgosłup moralny, bo nie zdziwiłabym się, gdyby wszyscy poszli za Kronosem. Nawet jeśli połowa jego słów to zwykłe pranie mózgu.

3. Frollo (Dzwonnik z Notre Dame)

Najlepszy. Czarny charakter. Disneya. Najlepszy i najgorszy. Jest tak piekielnie beznadziejnym przypadkiem, że nawet nie chciałabym go ratować, w przeciwieństwie do Luke'a czy Hao. Jest przesiąknięty tymi swoimi chorymi zasadami i nienawiścią. Pozoruje się na prawego, a jedyne, czego chce, to krew i władza. Przypomnijcie sobie, jak się rozprawił z matką Quasimodo. Nie chcę palnąć głupoty, bo nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałam Dzwonnika, więc poprawcie mnie jakby co, bo piszę bardziej odczuciami niż faktami.
To, co czyni go tak ciekawym, to jego relacja z Esmeraldą. Nie wiem, jak to było w oryginale, bo jeszcze nie udało mi się przeczytać, ale poluję. W każdym razie w disneyowskiej wersji przepełniony żądzą i nienawiścią musi czuć się strasznie i miotać. To doprowadza go do szaleństwa. Esmeralda była cyganką. No to trzeba się jej pozbyć. Ale jednocześnie jest piękna i jest jedną z tych kobiet, które dosłownie są ogniste. Stąd jej tańcząca sylwetka w płomieniach. Jest zadziorna, samodzielna i zupełnie inna niż zwykłe paryżanki. A to się Frollo podoba. No ale, to cyganka. I masz zgrzyt. I weź nie oszalej.
Nie dziwię się, że mu odwala.
(To jeden z tych bohaterów, do których nie pałam sympatią).

2. Jim Moriarty (Sherlock)

Wersja serialowa podoba mi się dużo bardziej niż książkowa (o, jak ja grzeszę tutaj). Mam skłonności do psychopatów, a Moriarty ma zdrowo napaćkane w głowie. Jego motyw jest prosty jak but: jest znudzony. Geniusze łatwo się nudzą, a zbrodnie są dużo bardziej pasjonujące niż łapanie przestępców. Bo przestępcy, których łapiesz, są zwykli. Co geniuszowi po łapaniu zwykłych ludzi? NUDA.
Kocham sposób bycia Moriarty'ego, kocham szaleństwo w jego oczach i sposób, w jaki mówi. Psychopata pełną gębą. Ale jako że ja uwielbiam sobie dopowiadać, spróbowałam się zagłębić w tę postać, bo poza tym, że jest genialnym psychopatą, któremu się nudzi, nie wiemy o nim nic.
W przeciwieństwie do Sherlocka, o którym wiemy wszystko. Wiemy, że nie ma zbyt wielu przyjaciół, że jest smutny i zawsze samotny i nawet na własnym bracie nie może za bardzo polegać. Wiemy, że w lodówce trzyma części ludzkich ciał i nie umie rozmawiać. Wiemy, że tańczy, gra na skrzypcach i że jest szpanującym dupkiem. Ograniczyć się do powiedzenia, że Sherlock jest genialny, to jakby nic nie powiedzieć.
O Jamesie (wolę to imię, piekielna kanoniczność) nie wiemy nic, jak mówiłam. A co jeśli jest jeszcze bardziej samotny niż Sherlock? Jeśli jest zepsuty przez społeczeństwo, które go wyklęło, które go nie rozumiało i wyrzuciło? Co, jeśli jest zazdrosny o tę garstkę przyjaciół, których wreszcie sobie Sherlock znajduje? Co, jeśli on sobie po prostu nie radzi?
Pomyślcie o tym. Rozwińcie. Miażdży mózg. Aż mi go szkoda.

1. Księżniczka Azula (Avatar: Legenda Aanga)

Najlepszy. Czarny charakter. EVER. Dostrzega się to dopiero podczas kilku ostatnich odcinków, ale z taką siłą, że płakałam. Tak, jak Azula, której nie wychodzi i która po prostu wierzyła w swoją sprawę i swoją wielką moc i jedyne, czego się bała, to porażka. Kurczę, brakuje mi słów, żeby opisać głębię tej postaci, bo mogę nurkować jak w Rowie Mariańskim. Będąc przez prawie cały swój czas ekranowy po prostu zadufaną w sobie księżniczką, która wykorzystuje strach do sterowania ludźmi, na koniec rozwija się i ukazuje wszystkie swoje lęki i traumy. I żal do matki, która nigdy jej nie kochała. A przynajmniej tak to czuła Azula. Wpajano jej, że jest najlepsza i wszystko jej się należy, a w najważniejszym dniu jej życia odniosła największą porażkę.
Azula nie jest potworem.
Azula nie jest zwykła ani arogancka.
Azula nie jest nawet niezrozumiana.
Azula po prostu była karmiona złym mlekiem.
Wpajano jej do głowy nie to, co trzeba i nie potrafiła, jak jej brat, pojąć ogromu i tragizmu sprawy w odpowiednim momencie. Nie potrafiła odwrócić się od pewnych spraw, bo nie chciała tego robić. Jedyne, czego chciała, to móc dalej ślepo w to wszystko wierzyć. I spalić wszystko na świecie na popiół.

Jeśli nie widzieliście Aanga, to już to nadrabiać. Warto, zapewniam.

Jak zawsze, czekam na wasze typy!



16 komentarzy:

  1. Myślałam, że nie będę znała połowy postaci, a cztery z nich, to też moje ulubione czarne charaktery (w sensie lubię jak są napisane, nie że pałam do nich sympatią :)
    Myślałam, że napiszę, że Frollo to w ogóle najlepszy czarny charakter ever, a potem zobaczyłam, że na końcu jest jeszcze Azula.
    Jeju, tego pierwszego nie znam, bo nie siedzę w anime/mandze, ale bardzo skojarzył mi się z Kirą (tak on się nazywał? aj, nei jestem pewna) z Death Note'a (o, właśnie z mangi) :) Co oni mają z tym budowaniem pięknego świata kosztem ludzkiego życia?
    A Luke'a Castellana już prawie nie pamiętam, bo serię czytałam milion lat temu, ale akurat do jego filmowej wersji pałam dużą sympatią (nie lubię filmu jako ekranizacji, ale lubię prawie wszystkich aktorów).
    I Jim (sorry, dla mnie Moriarty zawsze będzie Jimem :)... Uwielbiam go i kocham, tak samo jak samego Andrew Scotta, ale szczerze mówiąc mega przypomina mi Mastera z "Doctora Who" i zastanawiam się, czy Andrew nie inspirował się świetną rolą Johna Simma. W sumie to teraz wyszło, ze kocham psychopatę... Well, chyba nie to miałam do końca na myśli :)
    A Azula... Generalnie za to lubię Avatara - nietuzinkowe postaci, które zmieniają się w czasie trwania serii. W ogóle są jeszcze komiksy, trochę czytałam, ale generalnie ponieważ lubię je znacznie mniej niż serial, to nie wiem jak się kończą. Cóż, konkluzja miała być taka, że jest tam rozwinięty i wątek szaleństwa Azuli i jej matki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Król Szamanów to ogólnie taki niepopularny, nad czym ubolewam. Też nie siedzę w m&a. Serie, które znam, można policzyć na palcach jednej ręki. Faktycznie, może wydawać się podobny do Kiry, jak się czyta ten opis, ale w serialu jest całkiem inny :).
      Też kocham Moriarty'ego, spoko XD.

      Wiem o komiksach, ale jeszcze nie czytałam. Jeszcze!

      Usuń
  2. "Avatar: Legenda Aanga" to wspaniała bajka, nie dziwię się, że zawarłaś w tej piątce Azulę.
    Ja osobiście nigdy nie zastanawiałam się nad moją listą czarnych charakterów, ale na pewno znalazłby się na niej Jim Moriarty. O ile jestem dopiero w trakcie czytania "Sherlocka Holmesa", to serialowego mam już od wieków za sobą i muszę się z tobą zgodzić co do Jamesa. Ta postać jest tak świetnie stworzona, jego zachowanie i ten motyw, a raczej jego brak.
    Teraz, jak zaczęłam myśleć o Percy'm Jacksonie, to na myśl przychodzi mi Hera, ale heloł, ona była z tych dobrych. Chyba. Ja jednak niespecjalnie ją lubię za to mieszanie wszystkim w głowach. Niby chciała dobrze, jednak mnie to nie kupuje.
    Na mojej liście złych charakterów znalazłby się też Envy z "Fullmetal Alchemist: Brotherhood" On był uosobieniem zazdrości i niby zazdrościł innym władzy, pieniędzy, ale jednak nie tego. Chciał mieć tylko normalne życie, przyjaciół i rodzinę. W końcu wiele osób (bo niestety nie wszyscy) posiadamy te rzeczy. On niestety nie miał tego szczęścia.
    Albo taki Snape. Wprawdzie za nim aż tak nie przepadam, ale po przeczytaniu całej serii zaczęłam w jakiś sposób odczuwać do niego szacunek. Jednak wciąż nie lubię go za to, jak traktował Harry'ego.
    Do tych wszystkich złych postaci dodałabym jeszcze Clancy'ego z "Mrocznych umysłów" To, w jaki sposób się wypowiada, jego motyw, jakie robi aluzje i jak bardzo manipuluje innymi mnie lekko przeraża i fascynuje.
    Mój komentarz jest tak bardzo niespójny, za co z góry przepraszam .-. Jeśli walnęłam komuś spojlery, również przepraszam. Nie umiem jakoś specjalnie pokazać, kto według mnie jest najlepszy z tych wszystkich postaci. Bardzo ciekawa jest twoja lista czarnych charakterów. Ja osobiście nigdy nie lubiłam tych złych, ale coraz bardziej się do nich przekonuję.
    Pozdrawiam!
    Ps. Oglądałaś ekranizację (ni jak nie mogę znaleźć na to okropieństwo słowa) Aanga? Niby nie takie złe-nie byłoby, gdybym nie oglądała wcześniej animowanej wersji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam jeszcze dopisać Mistrza z "Doktora Who" ale w trakcie pisania komentarza musiałam coś zrobić i zapomniałam o nim .-. Jednak Mistrza dałabym na pierwszym miejscu, o.

      Usuń
    2. Oglądałam, ale w sumie kątem oka :). Jestem na nie, kreskówka ma dużo więcej potencjału itd.
      Odpowiednie słowo to chyba "adaptacja"?

      Usuń
    3. O, tak, właśnie. "Adaptacja", masz rację : D

      Usuń
  3. Ojeju. JA należę d tego typu ludzi którzy wolą tych "dobrych". Chociaż to też zależy, oczywiście. Irytują mnie ci zbyt idealni, tacy jak Frodo -,- jednak, gdy są dobrze wykreowani nic tylko podziwiać. Uwielbiam gdy mimo słabszych chwil i targających nimi wątpliwości dopinają swego :D no cóż, jestem negatywnie nastawiona do złych, bo są... źli :P Co do Avatara- uwielbiam :3 Oglądałaś drugą serię ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli Korrę? Oczywiście :). Nie uważam jej za gorszą czy lepszą od Aanga i ogólnie te wojny są dla mnie bez sensu. Podobała mi się, jest inna :).

      Usuń
  4. Przeczytałem całą notkę i stwierdziłem, że czas odświeżyć sobie Shaman Kinga. Oglądałem to tak dawno temu, że praktycznie niewiele pamiętam, a żałuję, tym bardziej, że jeden z bohaterów znalazł tutaj swoje miejsce. Chyba wiem, co będę robił przez następne parę dni.
    Znam czterech z pięciu wymienionych tutaj czarnych bohaterów(z czego, jak wyżej wspomniałem, resztki wspomnień na temat SK).
    Obejrzałem kiedyś jeden odcinek Avatar: Legenda Aanga. I to jeszcze nie pierwszy, co któryś tam ze środka, sam nie wiem o co w nim chodziło i co tam się znajdowało. Nie byłem oczywiście nastawiony do tego pozytywnie, szczególnie, że widać na jakim poziomie stoi wiele dzisiejszych seriali animowanych (część sprawia, że nogi się pode mną uginają, co nie znaczy, że nie znajdą się te wisienki, które warte są obejrzenia). Widać, że "nie oceniaj książki po okładce" ma rację i czasem warto sięgnąć po coś bez żadnych uprzedzeń. Ta seria również znajdzie się na mojej liście do obejrzenia, tym bardziej, że ostatnio zacząłem właśnie oglądać i szukać takich kreskówek wartych obejrzenia. (Z jedną musiałem się wstrzymać, gdyż oglądam to ze znajomą, której zaczął świrować monitor, złośliwość rzeczy martwych).
    Jeśli miałbym kogoś dodać do listy, to postać z uniwersum DC, a mianowicie Joker. Postać, która była tak pokręcona, a jednocześnie dziwnie pozytywno-negatywna, że nie byłem w stanie wymazać jej egzystencji z pamięci. Czarny charakter ze specyficznym rodzajem humoru, który praktycznie miażdżył wszystkich samym byciem sobą. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego dokładniej zasłużył na miejsce w mojej topce. Jest po prostu taką postacią, o której nie da się zapomnieć, której specyfika pozostaje w pamięci.
    (Następny fragment może zawierać spojlery).
    Wchodząc w świat A&M spotkałem się też z kimś dosyć podobnym. Monokuma, mono-niedźwiedź czy po prostu Junko Enoshima - postać ogarnięta rozpaczą tak bardzo, że stało się to wręcz chorobą, którą przelewała na innych. Jej charakter, jej umysł, sam pomysł stworzenia takiej postaci to naprawdę cudo. Uniwersum Danganronpy jest mi bardzo dobrze znane, bo siedzę w nim już trochę, mimo że jeszcze nie zebrałem się by przeczytać Danganronpę: Zero i Danganronpę IF. Co oczywiście muszę nadrobić.
    Wracając do samej postaci. Na pierwszy rzut oka wydaje się nam, że jest to jedna z ofiar chorego psychopaty, który zamknął ich w akademii i kazał się zabijać. Z czasem jak się okazało, pod maską niewinnej modelki, ukryty był umysł prawdziwego geniusza zła, który w ostatnim momencie sam wydał na siebie wyrok. Sam pozbawił siebie życia w sposób tak chory, tak nienormalny, że jest to nie do pojęcia. A i tak zostawił coś po sobie, coś, co odbiło się na wszystkich.
    Mój komentarz jest dość chaotycznie napisany, gdyż zazwyczaj piszę wszystko tak, jak przyjdzie mi do głowy bez poprawiania czy zmieniania(nie wliczając literówek).
    Ps. Jeśli miałabyś polecić komuś którąś z tych serii właśnie ze względu na czarny charakter, to którą poleciłabyś w pierwszej kolejności, jeśli chodzi o całokształt? (Tutaj też skupienie się właśnie na wykreowaniu czarnego charakteru).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trochę zmienił się mój odbiór SK wraz z wiekiem. Zdaję sobie sprawę, że dla ludzi, którzy nie oglądali go te dziesięć lat temu, będzie raczej zwykłą naparzanką, ale ja go niezmiennie kocham. Ale warto obejrzeć! Pamiętam, jak odkryłam YouTube i obejrzałam całego po kilku latach i to było jak odkrycie na nowo. Polecam :D.

      Ile ja tych błędów oceniania po okładce popełniłam! Do Avatara zostałam przymuszona i dziękuję za to, bo z każdym sezonem było coraz lepiej (warto czekać na trzeci, zapewniam!). Dla mnie to właśnie taka perełka, cały ten syf z Cartoon Network może buty czyścić.

      Zastanawiałam się nad Jokerem, ale uznałam, że za mało siedzę w temacie, żeby go tu dorzucać.

      Nie do końca rozumiem pytanie, ale jeśli chodzi o polecenie czegoś z tego postu, to właśnie Sherlock i Avatar, ale to już zależy od tego, co kto lubi :). Lepiej wykreowany czarny charakter to chyba Moriarty, ale jego mamy na talerzu, a Azulę trzeba odkryć. Ciężko wybrać. Tym bardziej, że Azula nie jest jedynym ani nawet głównym czarnym charakterem w tej serii :). No i w Aangu jest najbardziej epicka, najbardziej mrożąca krew w żyłach i najbardziej cudowna bitwa, jaką widziała animacja.

      Usuń
    2. Przynajmniej będę miał jak spożytkować czas, bo ostatnio cierpię na napad "jest duszno, nic mi się nie chce". Będę miał przynajmniej motywację, by wreszcie za coś się zabrać i dotrwać do końca, szczególnie, że widać, że zarówno SK jak i Aang są warte świeczki. A sherlocka zostawię sobie na potem, gdy już skończę te wspomniane wcześniej.

      Każdy popełnia błędy, ale sztuka to przyznać się do nich, szczególnie po przekonaniu się jak głupie mogły być. No, ale cóż dzisiaj zrobić, jak większość kreskówek prezentuje poziom naprawdę ubogi, sprowadzający się do powtarzania tych samych, głupich schematów w różnych uniwersach. Ubolewam, że większość dzieciaków, które oglądają telewizję, zadowala się czymś takim. I że większość tych kreskówek, w których słownictwo jest po prostu okropne, jest skierowana do dzieci. Dokąd ten świat zmierza?

      Dziękuję za polecenie i cóż, z niecierpliwością wyczekuję kolejnej notki, by móc zebrać się w sobie i napisać kolejny komentarz, nawet jeśli będzie jeszcze bardziej chaotyczny :)

      Usuń
  5. Pierwsi, którzy przychodzą mi do głowy to:
    1. Azula (Avatar)
    2. Frodo (Dzwonnik z Notre Dame)
    3. Light Yagami (Death Note)
    4. Kousuke Kira (Btooom!)
    5. Zeref (Fairy Tail)

    Mogłabym na tym skończyć, ale niektóre moje wybory są na tyle głupie, że muszę je jakoś uzasadnić XD
    Azulę i Frodo wyjaśniałaś sama, a ja zgadzam się w stu procentach, więc nie będę powtarzać.
    Light był interesujący. Nie wiem, co oni mają z tą wizją lepszego świata. Ale jego tekst o tym, że jest bogiem tego świata świetnie sprawdza się podczas grania w simsy ;P
    Mam słabość do psychicznych postaci. Z ciekawych tłem psychologicznym. I uroczą mordą. No, Kousuke wpasował się idealnie! Jest nieobliczalny. Oprócz pewnej sceny, którą w mandze pokazali trochę zbyt dokładnie...
    Zeref jest taki samotny i odrzucony, że aż mi się go szkoda robi za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie. No weźcie, jak tu go nie kochać?
    Mogłabym jeszcze dowalić to Jokera z Batmana i Zaheera z Legendy Korry. Jak już opublikuję to nagle sobie przypomnę kogo tam jeszcze mogłabym dopisać, ale sobie odpuszczę XD To na tyle. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała wymieniać faktyczne czarne charaktery, byłoby ich naprawdę niewiele. Spora ich część kierowana jest pobudkami z przeszłości, co za tym idzie, w miarę rozwijania się fabuły, czarny charakter nie jest już taki czarny. Bardzo nie zgadzam się co do Yagami'ego, to świetna i mocna postać, który ma wbrew pozorom szczytny cel, a mianowicie - zabić wszystkich złoczyńców, morderców i gwałcicieli. Porównując wątki fabularne, czy Lulu z Code Geass, jako postać typowo bajroniczna, też jest zły?
      Jest naprawdę trudno znaleźć okrutny, czarny charakter (czy to może kat z serii "Piła?"

      Usuń
  6. Jeśli chodzi o mnie, to wprost kocham czarne charaktery i chyba masz rację, to dlatego, że czasami są ciekawsze i mają bardziej rozbudowaną mentalność. Również kocham psycholi i na mojej liście z pewnością znajdzie się Hannibal Lecter z filmu "Milczenie owiec", ogólnie podziwiam aktora, który go zagrał, bo sama mimika twarzy wywoływała u mnie ciarki. Ponadto chyba nie muszę wspominać o tym, że choć lubił krwiste steki, najlepiej z ludzkiego mięsa, to był geniuszem? Oj, był nim w 100% i podziwiam jego przenikliwość oraz zdolność obserwacji.
    Drugim negatywem jest Mrok z bajki bodajże disneya, "Strażnicy marzeń" zdaje się. No nic, kompletnie nic nie poradzę na to, że jak usłyszałam "Nareszcie ktoś, kto potrafi się bawić!", to na mojej twarzy pojawił się banan. Kocham tego pana, sama jego prezencja jak i sposób mówienia, ba! Samo to, co on mówi, sprawia, że kocham go jeszcze bardziej. Szkoda mi go było, bo wiedziałam, że to tylko bajka, w której dobro zawsze wygrywa. Szkoda mi było tego, że z góry skazany był na klęskę. Kto nie pragnie być zauważonym?
    ***
    Tak z innej beczki, to dopiero co trafiłam na Twojego bloga i spokojnie możesz spodziewać się kolejnych komentarzy pod Twoimi postami, które, tak na marginesie, są świetne. Przeczytałam już parę Twoich wpisów i mam dziwne wrażenie, że posiadasz jakąś nadludzką moc odczytywania moich myśli i przekonań. Najdziwniejsze jest to, że nawet się nie znamy, więc nie mam jak rozpracować tego zjawiska :D
    Pozdrawiam serdecznie! ~Iwi

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak naprawdę to kojarzę tylko Luke'a. XD I szczerze? Ja go tam lubię, serio. Po prostu się zagubił. Współczuję mu, ale też czuję do niego jakiś respekt. Płakałam, gdy [SPOJLER!] umarł w "Ostatnim Olimpijczyku". Luke to jedna z moich u l u b i o n y c h postaci. I nie, nie jestem fangirl. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak naprawdę kojarzę jedynie Luke'a, a i tak niezbyt dobrze, bo PJ czytałam hoho - i jeszcze trochę! Nie mogę napisać żadnego rankingu czarnych charakterów (niestety, ostatnimi czasy naprawdę rzadko takich spotykam...), ale mogę powiedzieć o jednym... dobrym. Jako Whovian po prostu nie mogę pominąć Doktora. Na pierwszy rzut oka to postać cudownie wielkoduszna - wybawiciel, wiecznie ratuje Ziemię, szaleniec z budką. Do rany przyłóż. Jednocześnie wiedząc, że ma dwa tysiące lat czujesz, że z tym jest coś nie tak, że musi być jakiś powód jego dobroci, że przecież nie mógł zawsze być pacyfistą do kwadratu i jako broni używać sonicznego śrubokręta ('co ty chcesz z tym zrobić, skręcić szafkę?" <3). I w tych chwilach słabości, kiedy odbiera mu się nadzieję, kiedy łamie mu się jego oba serca - wtedy widzimy, jaki Doktor potrafi być okrutny. Że tak naprawdę Doktor, ten Doktor, który "nigdy nie przestaje, nigdy się nie zatrzymuje, nigdy nie prosi o podziękowania" tam, co prawda głęboko, ale jest okrutny. Zakończę swój wywód jednym z moich ulubionych cytatów z "Doktora":
    To nie tak, że jestem niewinny. Odbierałem życia. Potem było gorzej, stałem się sprytny. Manipulowałem ludźmi, tak żeby oni sami odbierali swoje.
    Ach, zabrzmiałam jak jakaś fangirl. :p

    Weny,
    Elodie~

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).