Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



środa, 8 lipca 2015

Niezbędnik obserwatorów gwiazd - porządnie odrobiona praca

Nie wiem, czy to, co napisałam o tej książce, powinno się nazywać recenzją, czy raczej zbiorem luźnych przemyśleń na jej temat, ale już nie wnikajmy. Oto, co mam na jej temat do powiedzenia.
Podeszłam do tej książki raczej pozytywnie nastawiona, bo czytałam już Poradnik pozytywnego myślenia i, jak wiecie, spodobał mi się, nawet dosyć bardzo. Tak więc byłam pełna nadziei na dobrą lekturę i jakoś mniej więcej po pół godziny moje nadzieje umarły. Nie cierpię, po prostu nie cierpię, wulgarnych książek dla nastolatków, a jako że Finley aluzje seksualne robił mniej więcej co trzy strony, nastawiłam się na pełną zniesmaczenia przeprawę.

No ale o co chodzi. A no o niewiele. Żyje sobie Finley, który ma dziewczynę, ale nie ma innych przyjaciół, przez 3/4 życia się nie odzywa, gra w kosza (oprócz grania w kosza jeszcze leży na dachu, je i przesiaduje w gabinecie pedagoga, więc dużo gra w kosza). Pewnego dnia trener drużyny koszykówki prosi go o zaopiekowanie się nowym kolesiem, który jest... specyficzny.

I tak to się zaczyna. Przysięgam, przez 2/3 książki nie miałam pojęcia, dokąd to wszystko zmierza. Znaczy, bohaterowie coś tam robili, czasem mieli jakieś prawie-że-przełomowe rozmowy, ale donikąd to nie prowadziło. Jedyne, co odnotowałam, to zbyt duże nasilenie koszykarskiego żargonu i stopniowy spadek aluzji seksualnych. I tak to sobie leciało, przyjemniej, bo przyjemnie, bo styl autor ma lekki i czytało się mega szybko. Niemniej z rozdziału na rozdział byłam coraz bardziej skonfundowana, a ciekawość malała.

No i potem nadeszła część trzecia, która wywróciła wszystko do góry nogami, ale nie mogę powiedzieć czemu, żeby nie spoilerować. I nie mogę powiedzieć, że to był taki niesamowity twist, który zostawił moją szczękę na podłodze, ale zdecydowanie nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. I bardzo się cieszę, że to poszło tak, a nie inaczej, bo dzięki temu Niezbędnik nie jest kolejną książką o cudownej i uzdrawiającej sile przyjaźni/miłości/koszykówki (umówmy się, Green już tę pracę domową odrobił).

Tak, według mnie książka tak naprawdę nie jest o przyjaźni, jak przekonuje tych kilku recenzentów, których opinie przypadkiem przeczytałam na pierwszej stronie książki. Nie. O wiele bliżej mi do opinii Marii Rotkiel z okładki.

Niezwykła opowieść o szukaniu sensu życia w świecie, który potrafi odebrać to, co kochamy najbardziej. Uczy nas tego, jak poczuć się zwycięzcą pomimo przegranej i jak odnaleźć własne miejsce na ziemi.
Ja Niezbędnik odebrałam jako historię o wyrywaniu się z klatki i duszącego, trującego środowiska, a przyjaźń to w sumie taki dodatek. Może nie jest to zgodne z zamysłem autora, ale hej - dzięki temu ta książka znaczy dla mnie dużo więcej i dużo bardziej mi się podoba. Magią miłości i przyjaźni już mnie Rowling nakarmiła, dziękuję bardzo.

Kiedy zaczynałam myśleć, co chcę napisać w tym poście, zastanowiła mnie jedna myśl - czy to czasem nie było tak, że Quick po prostu na koniec zmienił koncepcję książki i dlatego wszystko tak powywracał, a że się ładnie ta dość niespodziewana zmiana komponowała, to po co zmieniać początek. To taka luźna myśl, ale w sumie pisarze wydają się często robić takie numery. Po zastanowieniu się dochodzę do wniosku, że początek i koniec pochodzą jakby z dwóch różnych książek.

Jeśli chodzi o bohaterów, to nie mogę powiedzieć, że są źle wykreowani, ale jedyną postacią, którą dało się lubić, była Erin. Pod koniec trochę polubiłam też dziadka. Reszty albo nie dane nam było poznać bliżej, albo nie dało się ich lubić. Szczerze mówiąc, Russ może być do pewnego stopnia intrygujący, ale bez przesady (moim zdaniem jego intryga została przesadzona i niemal w nas zmuszona, dlatego nie zadziałała), a Finley to kompletnie nie mój klimat. Jasne, biorę poprawkę na powody jego zachowania, ale to nie zmienia faktu, że go nie lubię. Nie ma dla mnie chyba bardziej irytującego rysu bohatera niż niedorajda, który nie umie się odezwać nawet w obronie swojej dziewczyny.

O czym warto wspomnieć, to klimat, który odczuwałam, czytając. Było mi wręcz duszno i gorąco i miałam przed oczami slumsy czy inne fawele, dlatego klimat książki i opis miasta oceniam jako świetne. Tyle tylko że potem mi ten śnieg kompletnie nie podobał, bo ja już to sobie umiejscowiłam na pustyni.

To chyba tyle, bo nie chcę was zanudzać, ale mogę zapewnić, że Niezbędnik obserwatorów gwiazd to porządnie napisana książka i nie żałuję czasu jej poświęconemu. I chociaż wiem, że to by zniszczyło książkę, chciałabym mieć jakiś epilog. Końcówka zostawia zbyt wiele pytań i to wcale nie pytań o sens życia, a takich w stylu "Co się stało z chomikiem Syzyfem?".

Zachęcam do sięgnięcia po tę książkę, a ja niedługo zabiorę się za pozostałe dwie Quicka, które mi zalegają na półce.



2 komentarze:

  1. Nic dodać nic ująć. Po prostu XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie skończyłam czytać. Zachęcona twoją recenzją ściągnęłam sobie na czytnik ii...
    nie mam zielonego pojęcia co mogę dodać. Moje wrażenia po przeczytaniu są kropka w kropkę takie jak twoje :D W sumie ten komentarz większego sensu nie ma, ale lubię je u ciebie zostawiać :D
    Polecam wszystkim szanowną recenzentkę, polecam książkę, przyznaję, na końcu się wzruszyłam.
    To tyle chyba :)
    A ask nadal mnie nie lubi :cc

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).