Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



niedziela, 7 czerwca 2015

Po co wydaje się to samo wielokrotnie?

Chciałam sobie kupić książkowego Piotrusia Pana. Okazało się jednak, że to nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać.
Oczywiście miałam świadomość, że książkowych Piotrusiów pewnie jest cała rzesza. Zaczyna się od wersji skróconych i zaadaptowanych pod nowoczesność, które to, oczywiście, odrzuciłam od razu, bo poza ładnymi obrazkami, nie mają dla mnie większej wartości. Szukając idealnego wydania, stwierdziłam, że musi spełnić pewne wytyczne. Czy były wygórowane? Oceńcie sami. Mój idealny Piotruś miał mieć właściwy tytuł, czyli po polsku Piotruś Pan i Wanda/Wendy. Poza tym miło by było, gdyby zachowywał te utarte nazwy, jak Nibylandia itd., ponieważ mimo że nie są idealne, już się do nich przyzwyczaiłam (nie mogłabym czytać o Nigdylandii, to mi strasznie uwiera). Ładne ilustracje to oczywiście obowiązek, nie lubię patrzeć na brzydkie książki, sorki. No i na zakończenie do pełni szczęścia brakowałoby tylko angielskich imion (Wendy, nie Wanda itd.), ale stwierdziłam, że z tego mogę zrezygnować.

Nie znalazłam takiego wydania. A przynajmniej nie znalazłam takiego, które byłoby dostępne od ręki. Ostatecznie wybrałam jedno z nowszych, jedynym minusem jest tytuł (który brzmi po prostu Piotruś Pan i boli mnie to niesamowicie), a przynajmniej tak wywnioskowałam z opisu, okaże się w środę/czwartek. Dam znać.

Inna historia: ostatnio widziałam, jak koleżanka czyta Przygody Sherlocka Holmesa. Chciałam jej powiedzieć, że z tego zbioru uwielbiam opowiadanie Buczyna. Dobrze, że nie powiedziałam, zrobiłaby pewnie wielkie oczy, bo w jej wersji nosiło całkiem inny tytuł, którego nawet nie umiem teraz znaleźć, bo Wikipedia podaje jeszcze inny. A dodam, że i moje, i jej wydanie są z podobnego przedziału czasowego, nówki i tak dalej. 
Chyba tylko Pięć pestek pomarańczy ma ten sam tytuł w każdym wydaniu. Oby.

Jak wszyscy wiemy, stosunkowo niedawno ukazały się filmowe Hobbity. Ktoś liczył, ile nowych wersji książkowego oryginału pojawiło się w tym czasie na rynku? A ile z nich miało tytuł Hobbit, czyli tam i z powrotem? Całkowicie nie rozumiem, czemu to ma służyć.

O co mi chodzi? O to, że o wiele prostsze byłoby to wszystko, gdyby, o ile to możliwe, takie klasyczne książki również miały minimalnie zmniejszoną liczbę wydań. I o ile czasem pierwsze tłumaczenie jest po prostu słabe i wówczas bardzo dobrze, że wydaje się lepsze wersje, o tyle w większości przypadków nowa wersja nie zmienia właściwie nic. Oczywiście, zdania brzmią inaczej, nazwy są inne - ale to chyba niezbyt dobrze, prawda? Zdarza się, że to nawet utrudnia komunikację między fanami.
(Tak samo nie lubię rożnych wersji dubbingów do filmów)

Inna sprawa, że jeśli niedługo znajdę w jakiejś księgarni mojego idealnego Piotrusia, to wolę sobie nawet nie wyobrażać, jak bardzo się wścieknę.

Nie wiem, czemu każde wydawnictwo tak bardzo chce mieć swoją wersję klasyków. Aż tak to wpływa na sprzedaż? Przecież i tak niewielu ludzi czyta książki, a te, które i tak już wszyscy znają, to już w ogóle.

Nawet jeśli nigdy nie znajdę mojego perfekcyjnego Piotrusia, to i tak będę zdania, że jeśli nie ma takiej konieczności, dostępnych wersji powinno być jak najmniej. Przez internet i tak nie zajrzę do środka i nie wybiorę, która mi najbardziej odpowiada.


Szybka edycja: Nie mam nic przeciwko zmianie samych okładek, bo tu można łatwo zdecydować, która nam się podoba bardziej no i taki wybór lubię mieć. Post dotyczy głównie środka książki.



10 komentarzy:

  1. Polecam Piotrusia wydawnictwa Buchmann, piekne wydanie i (chyba) zachowane normalne tlumaczenie ;-) Dlaczego przed zakupem ksiazki nie poszukalas "tego idealnego" wydania? Ja tak znalazlam "Alicje w krainie czarow" (wprawdzie nie mialam czasu jej kupic, ale :') ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto mówi, że nie szukałam? Szukałam, nie znalazłam. Wydanie od Buchmanna odrzuciłam właśnie ze względu na ilustracje. Przymierzałam się do jego zakupu wiele razy, ale nie mogłam się wstrzelić w ten klimat.
      Na Alicję przyjdzie pora w najbliższym czasie :D.

      Usuń
    2. A, spoko :) Bo myślałam, że tak tylko chodziłaś po księgarniach. Rozumiem też to, że nie każdemu podobają się te ilustracje ^^
      Do szukania Alicji polecam bloga: http://podrugiejstroniekrainy.blogspot.com/ cały o Alicjach, mnóstwo podanych wydań ^^

      Usuń
    3. Rany, dzięki, na pewno się przyda :D.

      Usuń
  2. Znam to. Bardzo długo szukała dobrego tłumaczenia Władcy Pierścieni. A Hobbit bardzo mnie zdenerwował.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja posiadam śliczny i w dodatku raczej niezbyt "przetworzony" egzemplarz "Piotrusia Pana i Wendy" wydawnictwa Znak, który kiedyś dostałam od rodziny. Nie zamierzam rozstawać się z nim na stałe, bo nadal wielbię tą książkę, ale jeśli to coś pomoże, mogę ci ją pożyczyć i wysłać pocztą :)
    A jeśli chodzi o tytuły opowiadań z Sherlockiem Holmesem... Masakra. Mam wrażenie, że w każdym wydaniu nazywają się inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, szalenie mi miło, że składasz taką propozycję :D. Dziękuję, ale nie potrzebuję, dzisiaj przyszedł mój własny Piotruś :).

      Usuń
  4. "Pięć pestek pomarańczy" - super opowiadanie (przynajmniej dla mnie).
    cóż... Mnie nie boli "nieklasyczne" wydawanie książek, chociaż coś mi w brzuchu się przewraca, kiedy widzę te "ulepszone" wersje, które, niestety, coś jednak tracą.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja lubię tę klęskę urodzaju w temacie "różne wydania klasyki". Dzięki temu każdy może znaleźć swoje ulubione wydanie, a inni zebrać całą kolekcję.
    "Przygody Alicji w Krainie Czarów" aka "Alicja w Krainie Czarów" to świetny przykład. Niektórzy (w tym pisząca te słowa) lubią tłumaczenie M. Słomczyńskiego, ponieważ jest najbliższe oryginałowi, inni wychwalają A. Marianowicza za pomysłowy przekład wierszy oraz z sentymentu (jego tłumaczenie przeczytali w dzieciństwie jako pierwsze lub usłyszeli w adaptacji - słuchowisko), następni uznają tylko przekład Roberta Stillera jako najdoskonalszy literacko.
    Kwestia gustu.

    Teoretycy przekładu uważają, że każde pokolenie powinno mieć swoje tłumaczenie klasyki i coś w tym jest. Niektóre przekłady szybko się starzeją, jedne są bardziej melodyjne i rytmiczne, inne bardziej wyrafinowane itd. (np. dramaty Shakespeare'a).

    I zawsze warto mieć książkę w dłoniach i dokonać oceny oglądowej przed zakupem. A może ciekawie jest się czasem pomylić w wyborze, by mieć kilka egzemplarzy porównawczych w domu :-)

    Pozdrawiam
    Róża

    OdpowiedzUsuń
  6. Oh... Z ,,Alicją w Krainie Czarów'' miałam ten sam problem :')

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).