Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 23 maja 2015

Kiedy krytyka rani?


Są takie momenty, kiedy ktoś jednym słowem trafia w czuły punkt. Moment, kiedy możemy albo się poddać, albo otrzepać z kurzu i iść dalej. Ilu z nas wybiera pierwszą opcję?
Krytyka. Powinniśmy być na nią odporni, mieć twarde pancerze i nie dać się złamać. Ale każdy pancerz ma szczelinę i słaby punkt, prawda? Nawet Achilles taki miał - a przecież nikt z nas nie jest Achillesem. Jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi, którzy czasem upadają i wielokrotnie nie mają już siły wstać.

Wiem, że droga na szczyt nie jest usłana różami - a ja jestem gdzieś u stóp tej góry. Każdemu kończy się motywacja, a czasem ktoś wylewa na nas o jeden kubeł zimnej wody za dużo. I przypadkowo wiaderko wyślizguje mu się z rąk i trafia nas w twarz. Wtedy upadamy.

To było już dobre kilka lat temu. Chciałam napisać pracę na konkurs. Starałam się, straciłam mnóstwo godzin, ledwo wyrobiłam się w terminie, maila wysłałam na parę minut przed północą. Odetchnęłam. To był dobry tekst, tak czułam. Miał nawiązywać do baśni i zamiast silić się na sztuczną oryginalność, powróciłam do źródeł i spróbowałam napisać coś nowego w starym stylu. Czytałam przekłady oryginałów baśni Grimmów i codziennie coś poprawiałam i doszlifowywałam.

Szybko okazało się, że mi nie wyszło.

W jury siedziała redaktor naczelna jakiegoś magazynu i oceniała każdy tekst. Drżące dłonie ledwo zdołały dwukrotnie kliknąć na plik z opinią o mojej pracy. Kilka sekund wpatrywania się w klepsydrę ciągnęło się jak godziny. Serce biło mi jak szalone.

"Praca jest poprawna. To wszystko, co można o niej powiedzieć".

Tekst jest tak nijaki, że nawet nie można wykrzesać trzech zdań profesjonalnej opinii - tekst bez emocji. Nie można niczego lubić, nie można niczego nie lubić. Najgorsze, co można było powiedzieć. Dla redaktorki opowiadanie nie było nawet przeciętne - po prostu bez wyrazu. W tym momencie największe gnioty są lepsze od tego, co pisałam z takim zapałem i z taką pasją. Szybko zaszkliły mi się oczy. To nic, powiedziałam sobie, co ona tam wie. A jednak nie potrafiłam przed sobą udawać - dotknęło mnie to tak, jak nie zrobiła tego żadna opinia wcześniej. 

Dlaczego? Hmm, to dobre pytanie. Prawdopodobnie dlatego, że była po prostu szczera. To nie kolejne "kijowe, idź się rzucić pod pociąg", tylko coś, co faktycznie ma odniesienie do rzeczywistości. Naprawdę rozważałam wtedy rzucenie tego wszystkiego. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że wtedy nie pozostałoby mi nic do roboty, nic, co lubię (wtedy już ogarnęłam, że jednak nie umiem śpiewać). Ja po prostu musiałam. Po prostu budziłam się w nocy z jakimś fantastycznym pomysłem w głowie i nie mogłam go tak po prostu olać. A jednak blokada trzymała mnie ponad miesiąc.

Dalej to, co napisałam wyżej, pozostaje największą krytyką, jaka mnie dotknęła. Chyba dlatego, że dotyczyła czegoś, co gdzieś w głębi duszy wiedziałam, ale nie chciałam w to wierzyć. Dalej mam to opowiadanie na dysku, ale od tamtej pory nigdy nie otworzyłam pliku, a mój żołądek wiąże się w supeł, gdy o tym myślę.

Zanudzam was tym, żeby powiedzieć wam jedno - nie ma tak, że nikt was nie będzie krytykował. Zawsze będą. Waszym zadaniem jest tylko wybrać - pozwolić, żeby ktoś, kogo nazwiska nie będziecie pamiętać miesiąc później, decydował, co i jak macie robić, czy może wyciągnąć wnioski, podnieść się z kurzu i iść dalej? Wiatr zawsze wieje nie w tę stronę, w którą chcemy, żeby wiał, ale czy to oznacza, że musisz zostawić swoją łódź w porcie i iść lądem?



3 komentarze:

  1. Kiedyś nie miałam problemu z występami publicznymi, zgłaszałam się do wszystkich konkursów wokalnych. Jednak raz na szkolnym konkursie pomyliłam refren, byłam wtedy w 5 klasie. Po piosence dostałam "żartobliwy" komentarz od jednego z jurorów (pozdrawiam mojego pana od wf-u). Niestety nie umiem go przywołać, co jak co, ale trochę czasu minęło. Od tamtego czasu za każdym razem jak wychodzę na scenę cała się trzęsę, przestałam chodzić na konkursy, udzielając się tylko w występach ze studia, do którego uczęszczam. Przez jakiś czas przestałam śpiewać, a przez dwa lata nie wyciągałam wysokich dźwięków. Ale jest co raz lepiej, na prawdę można sobie poradzić z krytyką ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, że coś takiego napisałaś.
    Również miałam zastój weny i teraz kiedy mam potoki zaczęłam pisać, a w planach mam nadzieje oddać to w ręce nauczycielki od polskiego. także dzięki, że napisałaś o tym posta, bardzo mi to teraz pomogło <3
    Pozdrawiam cię Alicji i jeszcze raz dziękuje.
    Trzymaj się cieplutko ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie to wszystko napisałaś! I zgadzam się z tobą całkowicie. Krytyka jest bardzo trudna i wiele osób się po niej po prostu załamuje. Ja sama jednak mam tak, że chociaż często boli mnie krytyka potrafię po prostu wyciągnąć z niej jakieś wnioski. Chociaż zawsze po krytyce mam jakieś małe blizny. Ostatnio ktoś skrytykował moje prace, z których osobiście byłam dumna i teraz trochę się boję, ale po tym poście wiem, że przecież krytyka to nieodłączna przyjaciółka człowieka.
    Dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).