Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



czwartek, 14 maja 2015

Dlaczego bohaterowie nie mają rodzin?

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie z tytułu, prawdopodobnie stwierdziłabym, że tak autorom - amatorom i niekoniecznie - jest po prostu łatwiej. Ot, żadna wścibska mamuśka nie wtyka nosa w sprawy nastoletniego zbawcy świata. Jeszcze dostałby szlaban! Stawiam, że poniekąd mam rację, ale nie na tym chciałam się dzisiaj skupić.
Nie wiem, czy to się wzięło od Harry'ego, którego brak rodziców był jednak uzasadniony fabułą, czy może skądś indziej, ale spójrzcie na swoje półki. Ja też to zrobię. Najbliżej mam półkę z paranormal romance itp. Lecimy po kolei: W otchłani - rodzina bohaterki została na Ziemi, a jej rodzice leżą zamrożeni w kapsułach; Zmierzch - matka bohaterki jest daleko, daleko, a jej ojciec sprowadza się do łowienia, pracowania i oglądania meczów; Upadli - bohaterka wylądowała w poprawczaku i raz na jakiś czas łaskawie wymieni z rodzicami maile; Mroczne umysły - rodzice bohaterki zniknęli z jej życia na lata przed akcją książki. Na następnej półce mam Wołanie kukułki i chociaż Cormoran ma już swoje lata, jego relacje z rodziną praktycznie nie istnieją. Ale to inna sytuacja.
Mam wymieniać dalej? Chyba wiecie, o co mi chodzi.

Spójrz na swoje ulubione internetowe opka. Ile głównych bohaterów to sieroty, a ile siedzi w szkole z internatem? Sporo, nie?

Poniekąd wszystkie te braki rodziny są uzasadnione (poza Zmierzchem, tam można to było rozegrać na milion innych sposobów), ale nie boli mnie sam fakt, że te rodziny są gdzieś niewiadomogdzie. Nie. Mnie irytuje tylko to, że wszystkie kontakty z rodziną są wymuszone, nienaturalne, wciskane na upartego, aby tylko były. A przecież można inaczej.

Kurczę, nie wiem, jak wy, ale uwielbiam sielankowe, rodzinne sceny. Jak wspólne obiady. To też chyba jeden z najlepszych sposobów na poznanie bohaterów. Akcja nie musi ciągle wyrywać do przodu, dajcie złapać bohaterom oddech. Dopóki bohater nie jest synem Posejdona, to nie kupuję żadnych tandetnych wymówek, tylko, kurczę, powinien się z tą rodziną kontaktować. Chyba każdy by tęsknił, prawda? A praktycznie większość bohaterów (bohaterek, tak naprawdę) podchodzi do tych maili/telefonów, jakby miała iść na ścięcie. Nie kupuję też sierot, które tymi sierotami są po to, aby mogły sobie latać po mieście do woli i robić, co im się podoba. A już na pewno nie kupuję tego w momencie, kiedy bycie sierotą im odpowiada.

Zauważcie jeszcze jedną rzecz. Dalsza rodzina praktycznie nie istnieje. Najczęściej bohaterowie mają tylko rodziców, od czasu do czasu młodsze rodzeństwo, dosyć często wychowuje ich zwariowana ciotka, niegotowa do macierzyństwa. I to tyle. Ale czemu się dziwić, gdy na czterystu stronach nie ma miejsca na normalną rozmowę w rodzicami, a co dopiero na wizytę dziadków czy coś w tym guście.

Postawmy na zakończenie kilka pytań. Dlaczego tak jest? Dlaczego ta rodzina jest spychana na dalszy plan, nawet jeśli niczemu to nie służy? Dlaczego nie zwracamy na to uwagi? I dlaczego, na Boga, wymieniamy rodzinę na tandetne wątki romantyczne? Następnym razem, kiedy będziesz coś pisać, usiądź na chwilę, przypomnij sobie ten post i dodaj parę wesołych rodzinnych scen. Stawiam dychę, że żaden z twoich czytelników nie będzie miał ci za złe, że zamiast popychać akcję do przodu, poświęcasz dwie strony na obiadek i rozmowę (bądź co bądź, potrzeby fizjologiczne też są często ignorowane).



11 komentarzy:

  1. Nie tylko w książkach tak.jest, ale i w bajkach. 90% bohaterów disneya nie ma rodziców. Bardzo trafny post. (Smsa napisałam za późno, więc piszę tu, oczywiście wolałybyśmy 1 , ale jest pognieciona, więc 3)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam poznaję dobrą książkę/film/wątek w serialu, po tym czy rodzina jest uwzględniona. I to nawet nie chodzi o to, czy bohater jest sierotą, bo np. w perfekcyjnym "Fałszywym księciu" Sage nie ma rodziców, ale pojawia się dosyć istotny wątek jego bliskich (są sceny rodzinne, ale może nie nazwałabym ich sielankowymi :)
    Z kolei w uwielbianym przeze mnie "Królu Demonie" bohaterowie zaczynają z większą ilością rodziny, niż kończą niestety, ale są męskie rozmowy z ojcem, więc siądzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ,,Akacja nie musi ciągle wyrywać do przodu, dajcie złapać bohaterom oddech." - Pierwsze słowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hah, ja ostatnio miałam rozkminę, czemu bohaterki książek nigdy nie mają okresu? Chociaż w sumie tak jest lepiej, wolę nie wiedzieć xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obalam :D! Bohaterki "Jutra" miały okres, a na pewno kradły podpaski, więc sam okres raczej też miały :).

      Usuń
    2. Ciri miała okres :) No, ale w sumie generalnie ja tam nieszczególnie żałuję, że pisarze się nad tym nie rozpisują, serio, niektóre rzeczy niech zostaną w domyśle :D

      Usuń
  5. Rodzina - hmm. Faktycznie, w rzadko której książce jest taki wątek.
    Amy - rodzice w komorach kriogenicznych. Starszy - wychowywany przez Najstarszego. Harley - siedzi w psychiatryku. Kurde, wolność 100% X'D
    +Trylogia o Amy i Starszym z początku była nudna. Potem mega. A ostatnia część - flaki z olejem z dodatkiem miodu. A, i jeszcze chciałbym poznać Twoje zdanie na temat tej trylogii. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli "W otchłani", tak :)? Otóż moja historia z tą trylogią ma się tak, że po świetnej promocji pierwszej części pobiegłam do księgarni i potem jak opętana czekałam na drugą część (wtedy namiętnie czytałam tego typu książki, co zrobisz), ale chyba była przesunięta premiera albo nie mogłam jej dostać w moim mieście, coś takiego i w sumie wydawnictwo przestało ją promować i zapomniałam o niej całkowicie. Pewnie kiedyś skończę, ale raczej teraz mnie nie ciągnie. Premiera zarówno drugiego tomu (mimo że na nią czekałam), jak i trzeciego przeszła totalnie bez echa.
      Ale w sumie mnie też nie chciałoby się promować czegoś z tak brzydką okładką, jak Milion słońc.

      Usuń
  6. No weśś... Przecież bohaterki nie potrzebują rodziców, no w ogóle o ci chodzi. One mają uratować świat albo poderwać tró loffa, w tym świecie ie ma miejsca na zjedzenie rosołu. Nie ma. Bywa.
    A teraz poważnie - pewnie nie czytałaś ''Srebrnej kuli'' ani innych przygód Kitty, Coramaka i Bena (niby trójkącik, ale w zasadzie to w trzeciej części jest parka, a potem nawet ciążka [poroniona. Wilkołaki nie mogą mieć dzieci]), ale bardzo lubię tę książkę, bo Kitty często rozmawia przed TV, przez radio, Candace (siostra) robi 'z buta wjeżdżam'. Tak czy siak padam tam taki cytat: ''Gdybym wiedziała, że się pojawisz, to zachorowałabym na raka ze trzy lata temu'' - polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm, ciekawe. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale masz rację! ;)

    http://www.uwielbiamczytac.pl

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).