Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 2 maja 2015

Boję się mówić o sobie w internecie

Prosta wizualizacja:
- Chodzę do gimnazjum i sądzę, że...
- Zamknij ryj, gimbusie! 
Staram się nie wadzić nikomu w internecie moją osobą. Nigdy nic nie skomentowałam na YouTubie, fanpejdże komentuję od święta, nie udostępniam, nie publikuję (poza blogami), nie piszę, nawet z grup się usuwam. Bo się boję. Bo nie lubię.

Kiedyś próbowałam jakoś na poziomie dyskutować, ale dyskusja na portalach społecznościowych wyginęła. Przynajmniej w tych ogólnodostępnych miejscach. Nie liczy się, co ktoś ma do powiedzenia i na ile ma to jakąkolwiek wartość, ale jak głośno krzyczy, ewentualnie ile "inteligentnie wplątanych" kurw można się doliczyć. Bo bluzganie jest fe, ale efekciarskie bluzganie zawsze na propsie.

Już nawet nie chodzi o to, że ktoś pierdzieli mi za uchem głupoty i nic nie mogę z tym zrobić - w prawdziwym życiu mnie to irytuje, w internecie dość częste zjawisko, da się przeżyć. Coś innego boli mnie dużo bardziej. Fakt, że po napisaniu czegokolwiek tysiące ludzi poczuje się w obowiązku wytknąć ci, że a) tylko odważni wychodzą do ludzi z taką twarzą, b) twoja płeć to tylko do garów, c) twój gust muzyczny to gówno, d) twoja religia to idiotyzm, e) a jak jesteś z podstawówki/z gimbazy/z liceum/studentem/po studiach, to już w ogóle się nie odzywaj, co ty wiesz o życiu. Generalnie, jeśli nie jesteś takim, jakim jest twój rozmówca, to jesteś do dupy. A rozmówca jest ekspertem od wszystkiego, bo tak uważa.

Nie chodzi o to, że mam problem z radzeniem sobie z hejtem. Po prostu jeśli mogę, to raczej unikam obrzucania mnie błotem, bo komuś się tak podoba. Dlatego unikam dyskusji w internecie. No spójrzcie na mnie. Należy zacząć od tego, że jestem dziewczyną. Kto mnie w ogóle spuścił z kuchennego łańcucha? Potem można przejść do faktu, że chodzę do gimnazjum (już niedługo, uf). No a wiadomo - gimbaza to intelektualna bieda. Jeśli ktoś jest w stanie to przetrawić, to nie wiem, czy dalej będzie mógł na mnie patrzeć, jeśli się dowie, że cierpię na gównogust i słucham tzw. rocka alternatywnego, a to przecież jeszcze większe gówno niż to całe łan erekszyn. Dodatkowo, czuję się bardziej humanistą niż ścisłowcem (mimo że z tymi drugimi też nieźle sobie radzę, żeby nie było). Na koniec przypieczętujmy to wszystko: wierzę w Boga. Na szczęście należę do ludzi raczej szczupłych, o jasnej karnacji, no i nie jestem ruda, bo to było już jakieś combo do kwadratu, nie? Tak czy siak, gdzie ja do rozmów w internecie? Już dawno wytępiliśmy gatunek ludzi takich, jak ja. I kurczę nawet już nie chce mi się przemawiać na temat tego, że gimnazjalista też może mieć coś mądrego do powiedzenia - tak, jak człowiek dorosły może być idiotą. Po prostu gdzie się nam wszystkim zgubił szacunek do drugiej osoby? Mówimy, że cywilizowany świat, że tolerancja, że feminizm... no na pewno nie w internecie.

I wiecie co mnie najbardziej boli? Że to my stworzyliśmy takie środowisko. Rzeczywistość, w której można dostać w twarz, bo słucha się zespołu nietworzącego w jedynym słusznym gatunku. Rzeczywistość, w której jesteśmy wystawiani na publiczny lincz, ponieważ jesteśmy trochę inni. A nawet nie. Wystawiani na lincz, bo mamy swoje zasady albo ponieważ urodziliśmy się dziesięć lat później niż ktośtam. Przepraszam bardzo, to się więcej nie powtórzy, następnym razem będę pamiętać, żeby urodzić się w tym samym roku, co pan.
A to wszystko za sprawą cudownego narzędzia, które przekształciliśmy w dwudziestopierwszowieczną publiczną gilotynę.

Witamy w internecie.
Tutaj za darmo doprowadzimy cię do samobójstwa.



5 komentarzy:

  1. Trochę mnie to przygnębiło, ale w sumie taka jest prawda. Jak czytam rozmowy, na choćby forach Filmwebu, to aż się we mnie gotuje ile tego jest. Świetny post...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmweb to jedno z tych miejsc, w których wypowiadania się unikam jak ognia. Można zostać pożartym za literówkę w nazwisku aktora.

      Usuń
  2. Jak fajnie, gdy ktoś pisze bez przegródek, bez żadnych głupich tabu, bo boją się, że ich "hejterzy napadną". Tylko trzymać tak dalej ;) Od jakiegoś czasu śledzę twojego bloga i jakoś się tu zadomowiłam. Mamy podobne poglądy i zainteresowania, więc przysiadając do lektury czuję jakbym analizowała swoje własne myśli. Trzymaj tak dalej i nigdy się nie poddawaj!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jednak dyskutuję w Internecie. Bo, nie wiem, chyba uważam za słuszne powiedzieć to, co mam do powiedzenia. Jednak, kiedy ktoś mnie hejtuje... Nie. Był taki przypadek, że zostałam zjechana przez pewnego Sebastiana. Pierwszym odruchem było wytknięcie mu jego debilizmu. Potem odpuściłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mylisz się, przynajmniej moim zdaniem.
    Ludzie nie osądzają Cię po płci, wieku, muzyce, human/ścisłowiec, pochodzeniu, zainteresowaniach, zdaniu na jakąś opinię, ale oceniają Cię głównie po tym (ciężko w to uwierzyć, wiem), ile jest w nich żółci. Dawniej było podobnie, jak teraz i nie ma co mówić, że dawniej ludzie byli inni, że to są inne czasy. Świat zawsze był taki sam, a ludzie zawsze potrafili na kogoś wylać żółć, wściec się, wykrzyczeć to, co w nich tkwi, lub po prostu ulżyć sobie.
    Nowa technologia dała nam możliwość znalezienia ludzi takich, jak my, ale także znalezienia ludzi, którzy za drobny błąd, niedogodność, nieprawidłowość, czy też inność. Utrwalone i wyryte w pamięci ludzi stereotypy nieogarniętego gimbusa, kobiety siedzącej w kuchni, aż nazbyt popularnej muzyki, która mi się nie podoba... etecera, etecera...
    Ludzie zawsze byli hejterami, ale wcześniej nie było na to takiej nazwy i nie było takich środków masowego hejtu. Tego nie da się pokonać, nie da się z tym walczyć. Ja się do tego przyzwyczaiłem.
    Witamy w Internecie, Towarzysze!
    Tutaj ludzie znaleźli nowy sposób na wkurwienie ludzi!

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).