Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 14 marca 2015

Słodycz wisi w powietrzu, czyli recenzja "Kopciuszka"

Ja tam w tle widzę Bellę i Tianę, ale to chyba paranoja

Po tym filmie spodziewałam się jednego: wielkiej porażki. Szykowałam się na shejtowanie go po całości, bo wydawał mi się tylko marnym skokiem na kasę po sukcesie Maleficent (która mi się nie spodobała, swoją drogą). Zwiastun mnie kupił, bo przedstawiał uroczą historyjkę, którą uwielbiam. Postawiłam jednak filmowi wielkie wymagania: nie przeinaczać, pozostać słodkim, a jednocześnie rzucić trochę światła i zgłębić historię. Chyba je spełnił.
Zapraszam do rozwijania, bo tam znajduje się moja przechaotyczna pseudorecenzja.
Tym wpisem zaczynam dwie nowe kategorie: recenzje i kultura, której nazwa może być trochę myląca, ale wrzucę tam wszystko, co dotyczy kina, muzyki, teatru, koncertów i tym podobnych. Chyba będzie coraz lepiej!

Nie ma sensu mówić, o czym jest Kopciuszek, bo chyba każdy wie. Niektórzy więc mogą być zawiedzeni, bo film... niczym nie zaskakuje. Tylko że dla mnie to zaleta. Gdyby mieli zrobić taki wywrót, jak przy Maleficent właśnie, to chyba bym się zadźgała biletem. Dzięki zachowaniu wierności animowanemu (!) oryginałowi, a przy okazji pogłębieniu go jeszcze trochę, film wyszedł dokładnie taki, jaki chciałam, żeby był: emocjonalny i cudowny. I słodki jak miód i cukier i cukier z miodem i na właśnie taki film chciałam się wybrać - kochany, uroczy, trochę do pochichotania, ale trochę do rozmyślania i smucenia się itd. Nie zmienia to jednak faktu, że w paru momentach udało mi się uronić łzę - ale ja się bardzo łatwo wzruszam. Było też kilka zabawnych momentów, ale cały klimat robi tutaj... muzyka. Chcę dostać soundtrack w swoje łapki i to teraz, bo gdyby nie muzyka, to chyba nie czułabym żadnych głębszych emocji podczas oglądania. Jest po prostu świetnie dobrana i dopasowana.



Wszystkie zmiany wyszły chyba filmowi na dobre. Jestem nawet skłonna powiedzieć, że przewyższa animację, co się kłóci z moją postawą życiową i w ogóle, no ale co zrobić? Najpierw taka drobnostka, w sumie nie wiem, czy to było w animacji, ale chodzi mi o prośbę Kopciuszka skierowaną do taty: żeby przywiózł pierwszą gałązkę, która go potrąci po drodze. Pamiętam, że w dzieciństwie słuchałam jakiejś wersji tradycyjnej baśni, która bardzo odbiegała od animacji i wątek gałązki był bardzo rozbudowany. Lubiłam słuchać tej płyty, więc był to dla mnie bardzo miły akcent.
W filmie bliżej poznajemy rodziców Kopciuszka, macochę, a nawet samego Kopciuszka i może nie są to jakieś niesamowicie rozbudowane tła psychologiczne, ale zawsze mamy możliwość lepszego poznania, zrozumienia bohatera i identyfikacji z nim.
Aktorzy zostali dobrani genialnie. Książę i Ella na ekranie wręcz kipieli chemią i sceny z ich udziałem były cudowne. W ogóle cała kreacja Kopciuszka bardzo mi się podoba. Nie jest taką zdystansowaną, elegancką bohaterką bez charakteru, tylko faktycznie da się ją lubić - staje się o wiele bardziej realna. Książę to samo. Jak nie mogę patrzeć na animowanego Charminga, tak filmowy niesamowicie przypadł mi do gustu.
Poza tym Cate Blanchett wypadła rewelacyjnie, samą mimiką i gestami przekazując więcej o postaci niż niejeden aktor godzinnymi monologami. Zrobienie z arcyksięcia takiego nie do końca czarnego charakteru, trochę badassa, również przypadło mi do gustu, choć byłam zdziwiona. Król, choć miał tylko kilka scen, wypadł fantastycznie, ale prawdziwą furorę zrobiła tylko ona. Helena Bonham Carter jako dobra wróżka.


Ze swoim pierwowzorem nie ma nic wspólnego, ale to nic nie szkodzi, bo jest po prostu przefenomenalna! Trzeba to zobaczyć. Helena jako wróżka to jeden w powodów, dla których jednak wybrałam się na film i mimo tylko jednej sceny wypadła świetnie. Warto też zobaczyć wywiad z aktorką na YouTube na temat jej postaci. Jestem pod wrażeniem, jak bardzo potrafiła się w nią wgłębić - tylko dla jednej sceny!
Jak już jesteśmy przy bohaterach, to warto wspomnieć o komendancie - jest świetny - oraz sprzeczkach Anastazji i Gryzeldy, bo robiły tę zabawną część.

Jeśli chodzi o część wizualną, to całkiem ładne efekty i bajkowe suknie robią swoje - można nacieszyć oczy. W ogóle charakteryzacja i kostiumy wymiatają. Chociaż panowie mogliby mieć nieco dłuższe te swoje kaftany albo chociaż mniej obcisłe spodnie... Niestety, w filmie występuje jakaś dziwna maniera nagłej zmiany ostrości na inny plan, co dawało efekt dziwnego rozszerzenia ekranu i trochę mnie irytowało.

Miałam tę (nie?)przyjemność oglądania z dubbingiem z dwóch powodów: wybrałam się z ośmioletnią siostrą i w moim mieście nie ma seansów z napisami. I choć jestem pod wrażeniem, jak bardzo kwestie pasują do ruchu ust (ani jednej obsuwy!), to gra wydała mi się nieco sztuczna, tak samo dialogi i wypowiadane słowa, no i chyba ostatecznie dubbing trochę skrzywdził film - zobaczcie zwiastuny w oryginale i po polsku i zrozumiecie, co mam na myśli. Jednakże warto nadmienić, że dubbing i tak reprezentuje niezwykle wysoki poziom, bo to, co się czasem wyprawia, przechodzi ludzkie pojęcie. No i ja ogólnie nie lubię filmów aktorskich z dubbigniem, to na pewno wpływa na mój odbiór.

Film jest opowiadany przez narratorkę z offu. Na początku mnie to irytowało, a kiedy nie skończyło się po początkowych scenach, zaczęłam wywracać oczami, ale na koniec uznałam, że to ładnie zamyka cały film taką baśniową klamrą z wygrawerowanym "Dawno, dawno temu".


Czy warto zobaczyć Kopciuszka? No może nie jest to jakieś arcydzieło, ale dla mnie tak, choć jest on raczej adresowany do specyficznej grupy odbiorców - jeśli szukasz jakichś rewolucyjnych zmian, niesamowitej świeżości i zamierzasz oburzać się, bo film jest zbyt podobny do animacji, to proszę, zostań w domu, wydaj dwadzieścia złotych na coś innego i zostaw Kopciuszka w spokoju. Ale jeśli lubisz animację, ale czegoś ci w niej brakuje - tak, jak mi - to idź do kina. Prawdopodobnie nie pożałujesz. Ja chyba jestem zakochana. Właśnie tego było mi trzeba: bajkowej historii.

PS: Na moim drugim blogu (który trochę zdechł) powinna pojawić się jakaś notka o wrażeniach z Frozen Fever. Poinformuję o tym odpowiednio w czasie na Facebooku, żebyście czasem nie przegapili.
PPS: Kopciuszek x Książę to mój nowy OTP. Chyba też chcę takiego księcia. Gdzież on, gdzież?



8 komentarzy:

  1. Nie chciałam iść na ten film, kłóciłam się ze sobą, bo w końcu "Gorączka Lodu" przed nim... ale Twoja recenzja chyba mnie jednak przekabaciła (?). Pojechałabym na ten seans nawet teraz, ale jestem chora, więc trochę poczekam. Dzięki (za napisanie recenzji, oczywiście), już myślałam, że film będzie strasznie sztuczny. W zwiastunach polski dubbing mnie dobił, jak dla mnie okrutny był przede wszystkim głos Kopciuszka. Nie wiem, czy uda mi się iść na wersję z napisami, bo leci dosyć późno... 19:15, bodajże. No w każdym razie, cudowna recenzja.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze bardziej mnie zachęciłaś :P
    Pójdę na ten film, chociaż nie mam pojęcia, kiedy mi się uda XD
    I jestem ciekawa tej muzyki...
    Tak, zdecydowanie muszę się wybrać do kina.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, ja teraz nie wiem czy pójść :C Po 'Kopciuszku' oczekiwałam animacji o silnej, niezależnej feministce jak w 'Czarownicy' a tu podobno słodka bajeczka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy jedno wyklucza drugie? Możesz mi wierzyć - jeśli ktoś umie zrozumieć ten film, to widzi, że Kopciuszek wreszcie ma charakter i jest silna i niezależna - nie daje sobą pomiatać, ponieważ nie potrafi się przeciwstawić, broni po prostu domu, który chce zachować dla pamięci o rodzicach. To skomplikowane i trudne do wyjaśnienia, ale piękne na ekranie.
      I która to ta feministka w Maleficent? Tytułowa Czarownica? Czy ja wiem, czy taka silna i niezależna... ona po prostu jest typowym czarnym charakterem, a taki nie może się kłaniać innym, prawda?

      Usuń
    2. Maleficent typowym czarnym bohaterem? Ona jest bardzo zależna postacią, która potrzebuje kogoś bliskiego, a brak faceta doszczętnie ja niszczy, to nie jest nic złego, Maleficient to po prostu smutna dziewczyna z polamanym sercem. Kopciuszka nie widziałam, ale masz błąd rzeczowy w recenzji. Charming to byl chłopak śniezki a nie Kopciuszka

      Usuń
    3. Prince Charming to określenie na bajkowego księcia, który ratuje damę w opałach, a w kanonie Disneya imię to zostało przypisane księciu z Kopciuszka. Książę Śnieżki nie dostał imienia, jest określany jako "The Prince". Google nie gryzie.

      Usuń
    4. Ostatecznie byłam na Kopciuszku :D Moim zdaniem miło się oglądało, ale Czarownicy nie dorównuje :/
      A z anonimkiem wyżej się nie zgadzam :V Dla mnie czarownica była, i jest silna, niezależna, imponująca i kropka :)
      Fajna ciekawostka o nieszczęsnym księciu ^^

      Usuń
  4. Chyba muszę obejrzeć w końcu ten film - po namowach przyjaciółki i po przeczytaniu Twojego posta. I chyba jestem jedną z osób, które, jak to ujęłaś, lubią animacje, ale czegoś im w nich brakuje.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).