Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



środa, 11 marca 2015

Kiedy jesteś fanem?

Losowa fotka
Z jakichś dziwnych przyczyn pewni ludzie w społeczności, w internecie, myślą, że mają prawo mówić ci, czy jesteś osobą godną miana fana. Czy już możesz nim być, czy jeszcze jesteś sezonowcem. A w ogóle to co to jest sezonowiec? Bo z moich obserwacji wynika, że ile osób, tyle definicji.
Ale od początku.
Wszyscy znamy te historyjki, prawda? "Masz koszulkę Metalliki*. Wymień mi daty urodzenia wszystkich jej członków". Najgorsze jest to, że to wcale nie są tylko historyjki. To realne sytuacje, które dotykają każdego z nas. Dlaczego ktokolwiek w ogóle ma prawo sądzić, że inni nie są godni noszenia koszulek, nazywania siebie fanami czy cokolwiek, co chcą? Nawet jeśli to tylko chwilowa faza, a potem komuś przechodzi, to co? Boli to kogokolwiek? Niech się ktoś pobawi, co za problem. A jeśli noszę koszulkę Nirvany, bo ma fajne logo, to należy mnie ukrzyżować? Znaczy, nie robię tak, bo to dla mnie nadal trochę głupie, ale szczerze, to mało obchodzi mnie, kto co ma na koszulkach. I po prostu nie potrafię zrozumieć, co to komu przeszkadza.

Rozglądając się po internecie, można dojść do wniosku, że fan to po prostu chodząca encyklopedia zespołu (do książek dojdę później). Znaj wszystkich członków, ich daty urodzenia i imiona wszystkich psów, jakie kiedykolwiek mieli. A teraz powiedzcie mi, który fan jest bardziej wartościowy: ten, który wie o zespole wszystko, ale w sumie muzyka tak średnio podchodzi i raczej nie do końca rozumie, co zespół chce przekazać, czy taki, który czuje muzykę całym sobą i przybiera ją niemal za życiowy ideał (co za maniak...), ale tak na dobrą sprawę, to nie umie wymienić pełnego składu z imienia i nazwiska.

Jak była twoja odpowiedź? A teraz pomyśl, ile razy trzeba się było postukać w czoło, no bo "jak można tego nie wiedzieć?!"? Hipokryzja siedzi w każdym z nas, nie?

Mam pewną znajomą. Generalnie nie ogranicza się w muzyce i słucha wszystkiego, co jej się nawinie. Lubi wyszukiwać ciekawostek o zespołach i posiada dość dużą o nich wiedzę. Ale nie nazywa siebie fanką. Spytana dlaczego, odpowie: "bo lubię raptem kilkanaście piosenek". Ale znałam też kiedyś dziewczynę, która miała podobne zainteresowania -  to było jednak dla niej wystarczające, żeby nazywać siebie fanką. Zdałaby test metalowca, gdyby ktoś zaczepił ją na ulicy. Ale co z tego, jeśli nawet nigdy nie słyszała (co tu mówić o lubieniu i rozumieniu) połowy repertuaru danego artysty?

Gdybym została zapytana, czy taka dziewczyna jest prawdziwą fanką, odpowiedziałabym "a dlaczego nie jest?". Jeśli się nią czuje - dlaczego chcesz jej odebrać ten przywilej należenia do społeczności fanów? Nie chcę twierdzić, że powinniśmy nazywać siebie fanami wszystkiego, co nam się podoba, ale na dobrą sprawę - to się czuje. Nie czujesz tego? Ja tak. Wiem, kiedy to jest to, co do mnie przemawia, co jest w stanie jakoś mnie zmienić, identyfikuję się z tym i jestem dumna z tego, że coś tak dobrego (na jakiejkolwiek płaszczyźnie) na mnie wpływa. Tylko że każdy może odczuwać to na inny sposób, prawda? To, że ja czuję to tak, nie oznacza, że twoje odczuwanie jest gorsze i muszę je piętnować. Nie muszę, nie chcę i nie będę. Jest po prostu inne. Chyba powinien zostać wprowadzony nowy termin: rasizm fandomowy

Niedługo wchodzi do kin Zbuntowana. Nie czytałam Niezgodnej. Nawet się za to nie zabrałam, ale widziałam film. Ba! Widziałam film W KINIE. PARĘ DNI PO PREMIERZE. W ŚRODKOWYM RZĘDZIE. Jakaż ja okrutna, zabierałam miejsce prawdziwym fanom, nie? Bo tylko osoba, która przeczyta książkę, ma prawo obejrzeć film na jej podstawie. Reszta to sezonowcy. Precz z nimi, tfu!
Dlaczego mówię akurat o Zbuntowanej? Bo niesamowicie zirytowała mnie akcja organizowana z okazji jej premiery - chodzi o przynoszenie kartek (albo czegoś w tym stylu, nie pamiętam szczegółów) z wypisanymi spoilerami - żeby zniechęcić sezonowców, bo to zło. Wiecie co? Nie pójdę na ten film. Bo jeśli zobaczyłabym taką kartkę, to chyba bym nie wytrzymała i podeszła do takiej osoby i wygarnęła jej w twarz wszystko, co myślę o takich ludziach. Wolę być sezonowcem (w ogóle nie wierzę w to słowo, co to ma oznaczać?) niż kimś, kto nie potrafi uszanować gustu, zainteresowań i ogólnie drugiego człowieka. TAKIE zachowania zasługują na piętnowanie. Na Boga, film nigdy nie jest adresowany tylko do fanów książki! Na jakiej podstawie w ogóle ktoś wysnuł ten wniosek? Przeczytałam masę dobrych książek tylko dlatego, że najpierw obejrzałam film i jest mi z tym bardzo dobrze. Dobrze jest mi z tym, że po premierach ekranizacji na stronki fejsbukowe napływa masa lajków od sezonowców. Bo nie istnieje nic takiego, jak fan filmów. Albo jesteś fanem książki (i przy okazji hejtujesz film, bo w tej scenie chustka była kremowa, a nie ecru!), albo sezonowcem. Nie ma innej opcji.
Ale już wychodzę poza temat, o ekranizacjach będzie osobny tekst.

Najbardziej śmieszy mnie podejście prawdziwych fanów. Zamiast się cieszyć, że ich fandom robi się coraz bardziej popularny i pomagać innym zapoznać się z książką, ciekawostkami, czymkolwiek, to toczą pianę.

Ale najgorsze, najgorsze ze wszystkiego jest podejście, że jeśli przeczytałam książkę po obejrzeniu filmu, to nie mam prawa być fanem. Bo to moja wina, że książka miała słabą promocję w Polsce i dowiedziałam się o niej dopiero po filmie albo cokolwiek innego. No i nie jestem fanką Harry'ego, bo kiedy miałam tych kilka lat, w zerówce, i oglądałam Komnatę, to powinnam już znać książkę na pamięć. Nieważne, że teraz faktycznie ją znam. Nigdy nie będę fanką, bo ktoś tak powiedział. (Swoją drogą jakieś 80%** tzw. Potterheads nie przeczytało Harry'ego).

Mam nadzieję, że mimo nieco chaotycznej budowy posta (jest późno!), jest on zrozumiały. Na koniec jednak mimo wszystko chcę podsumować: to TY decydujesz, czy jesteś fanem i nikt inny nie ma prawa ci powiedzieć, że nie jesteś, bo coś tam. Ale książki nieprzeczytane, a film fajny? Spoko, bądź sobie fanem filmów. Lubisz tylko grę na podstawie filmu na podstawie książki? Bądź fanem gry. Nikt nie może ci tego zabronić i odebrać. No bo niby jakim prawem?

A tak na koniec: wy wszyscy, którzy zawsze czytacie książkę przed filmem, powiedzcie mi, czy widzieliście Shreka, Planetę skarbów, Jak wytresować smoka? Bardziej standardowo może chociaż Piotruś Pan? A książka*** przeczytana?


PS: Mam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Jakby co, to zedytuję i dam znać na Facebooku.
Chyba nie wyczerpałam tematu. Jak macie jakieś ciekawe przykłady rasizmu fandomowego, to dawajcie, napiszę kolejny tekst.

* Tak, wiem, że zespół nazywa się Metallica. To po prostu odmiana.
** Tak, wzięłam tę liczbę z powietrza, ale stawiam, że serio coś koło tego. Mój brat jest największym znanym mi maniakiem Pottera, wie na ten temat tyle, że głowa mała, a wątpię, żeby w ogóle słyszał o nazwie Potterhead.
*** Nie, nie chodzi mi o te śmieszne, malutkie książeczunie spod szyldu Disneya. Bo DreamWorks chyba nie wydaje książeczuń.



29 komentarzy:

  1. Ciekawy post. Ja również uważam, że fanem trzeba się czuć, choć jak wiem, zanim obejrzę film, że jest książka to czytam ją najpierw. Chyba, że książka jest napisana na podstawie filmu - bo tak też się zdarza. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam Piotrusia Pana zanim go obejrzałam.
    Przepraszam, musiałam xD A co do postu; to szczera prawda, ja sama Potterheads jestem i mam wielką obsesję na temat tej książki. Ale o tym określeniu dowiedziałam się dopiero... rok temu? A fanką jestem już od siedmiu, soł lajf is brutal.
    Nie lubię Niezgodnej, bo choć tematyka jest inna niby i takie tam, to dla mnie to lekka podróba Igrzysk. Igrzyska to taki tort czekoladowy, smaczny i wytworny, a Niezgodna to... Hmm, po prostu smaczna babeczka.
    Również jetem w fandomie PJ (Percy Jackson), ale... najpierw przeczytałam film, książki nie chciałam nawet dotknąć. No bo film mi się naprawdę podobał i uznałam, że "Ekranizacja, czyli książka to to samo" i olałam ją. Bosz, jak się myliłam xD Okazało się, że film fajny, ale ekranizacja - okropna! :")
    No dobrze, a co do fielgih niepoftażalnych wanuw Niezgodnej - miałam na to iść z niczego nieświadomą przyjaciółką i teraz pójdę na pewno. Oooo tak - chcę przywalić takiemu fanowi ze spojlerem popcornem prosto w twarz, za takie cholerne chamstwo.
    Od Ciebie też mu rzucić w mordkę? :)
    Całuski
    Lou Leen

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimku, Anonimku! Wrzuć też ode mnie, bo idę z babcią (tak moja babcia w wieku ponad 60 wybiera się na premierę i może nawet zrobi cosplay. Ciekawe co na to tru fanki), więc nie mogę się bić :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Od razu pomyślałam o tej całej akcji ze Zbuntowaną jak tylko zaczęłam czytać post xD
    Też mnie to wkurzyło i ich hasło "Precz z sezonowcami" Mi się seria nie podoba i nie mam zamiaru czytać ostatniej części, ale to nie znaczy, że jestem sezonowcem. Zresztą chyba nie ma sensu, bo i tak znam zakończenie :')
    Jeszcze na jakiejś grupie na fb pojawił się post, gdzie dziewczyna chwaliła się koszulką ze spoilerem i mówiła, że spełnia swoją funkcję, a jak zaczęto ją krytykować to mówiła, że jej nie pokaże w kinie i zrobiła ją żeby mieć satysfakcję. Nie rozumiem tego. Słucham różnej muzyki i nie znam wszystkich piosenek każdego muzyka, ale to nie znaczy, że nie mogę być fanką. Nie słucham muzyki żeby wiedzieć kto kiedy, gdzie, jak się urodził, ale po to, że sprawia mi to przyjemność.
    Bardzo podoba mi się jak piszesz
    :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie za bardzo się bulwersujesz... fakt, nikt nie powinien nic nikomu narzucać, ale (przepraszam), czy Ty tego czasem nie robisz. Naprawdę nie rozumiem tych ataków... fan, powinien sam siebie oceniać, ok... ale ty też ich oceniasz. W żaden sposób nie chciałam Cię urazić, ale w razie czego, przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne, co tu oceniłam, to akcja na Zbuntowaną, która jest po prostu poniżej krytyki. Piszę po prostu, że nikt nie ma prawa mówić, czy jestem fanem, czy nie, bo to moja sprawa, zrobiłam to całkowicie na spokojnie i przemyślanie, bez "bulwersowania się". Nikogo nie atakuję i nie oceniam - jeśli masz mi coś do zarzucenia, proszę o przykłady.

      Usuń
    2. A tak, poprawka: oceniłam jedno z podejść za najgorsze i napisałam, że śmieszy mnie podejście tzw. prawdziwych fanów, co jest po prostu moją subiektywną opinią na temat sytuacji. Podkreślam, oceniłam podejście, nie osoby.

      Usuń
    3. Może coś źle zrozumiałam, ale wydawało mi się, że też krytykujesz osoby, które kłócą się o "fanostwo". Faktycznie nie ich sprawa, ale czuję, że takie osoby też dyskryminujemy. "Bo one nie mają prawa nikogo oceniać". A my w ten sposób oceniamy ich.

      Usuń
    4. Ej, Anonku, kochany/a - ona zwracała się serio do tej akcji i oceniała tą... Cóż, chamską (sorry, jest chamska :")) akcję, a nie ludzi. Uznała tylko, że to durne ZACHOWANIE tych ludzi....
      Nie no, albo nie doczytałaś-eś, albo nie zrozumiałaś-eś ;p Tak niemiło to powiem, bo ona Ci tłumaczy, a ty nic
      Taaa.

      Usuń
    5. Dyskryminacja osób które dyskryminują jest ok. Gdyby nie była to nie można było by wskazywać na więzienie.

      Usuń
  6. Odnośnie zespołów, miałam kiedyś "faze" na ac/dc i wgl piosenki w kółko tylko ich, zaraziła mnie koleżanka. Kupiłam sb koszulkę i co? Nie jesteś fanką! Jak śmiesz nosić ich koszulkę? Wymień skład! Rok powstania! Skąd jest nazwa? bleblebleble.... matko!
    ***
    btw, masz świetny styl pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Apropo Nirvany. Słuchał tego zespołu dobre kilka lat i dla mnie fan nie musi znac historii zespołu, ale kiedy widzę dziewczynę, odzianą na różowo w tej oto koszulce to trafia mnie kurwica. Sorry bardzo ale nie znasz nie nosisz, takie jest moje zdanie.
    Słuchasz tydzien? A noś?
    Ale jak nie wiesz co to no to ja pierdole. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem twoją opinię, ale prosiłabym o zachowanie kultury słowa, mimo wszystko.
      Sporo osób nosi też te koszulki, nie kojarząc logo, bo mnóstwo sieciówek ma je w ofercie i nic na to nie poradzimy. Jest popyt, jest podaż. Dlatego proponuję w ogóle olewanie takich koszulek, to żaden wyznacznik i raczej ciężko będzie to zmienić. Niech sobie noszą, co chcą i żyją w swoim świecie :).

      Usuń
    2. Sorry emocje ponoszą, ale sytuacje typu:
      Podchodzę w szkole do lasi i:
      -ooo koszulka <3
      -Noo Nirvane? Nirvana
      - A na ilu koncertach byłaś
      -2 razy niedługo jadę na trzeci
      Ręce i cycki opadają :_:

      Usuń
  8. Gdyby nie link na grupie na fb straciłabym takiego świetnego bloga ! :)
    Zgadzam się w stu procentach. Opinię oprę o Trylogie Czasu Kerstin Gier. Film (mimo, że całkowicie odbiegał od fabuły książki) bardzo mi się spodobał. Wiadomo, fani pod wideo hejtują film, BO KSIĄŻKA LEPSZA ! Skoro tak, to może trzeba to sprawdzić. Trylogia została moją ulubioną serią, choć główna bohaterka czasami prosi się o kopa w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę... Cóż, one tak mają...
    Sezonowcy... Hmm... Szczerze, mam mieszane odczucia. Z jednej strony to idiotyczne, że jeśli nie znam miliona nieistotnych szczegółów z życia artysty, to (!) NIE MAM PRAWA (!) nazywać się fanem. Fajnie. Zajebiście. Z kolei, z drugiej perspektywy, na grupach czy fanpejdżach roi się od osób, które chcą za wszelką cenę udowodnić, że np. "Draco Malfoy jest taki słiiiit <3" ( <--- tych dziewczyn ma serdecznie dość). Takie "faneczki" (inaczej tego nie nazwę) twierdzą tak na podstawie tego, że Tom Felton jest przystojny. I już nie wymieniajmy, że Malfoy jest arogancki i zarozumiały, bo "on się zmienił". Takie osoby sprawiają, że ma ochotę walnąć głową o ścianę.
    Takie moje zdanie i masz prawo się nie zgadzać ;)
    Pozdrawiam, Storm :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem do końca, z czym tu się można nie zgodzić. W większości przedstawiasz fakty xD. Nie lubię Draco i jak irytuje mnie wciskanie na siłę innym, że jest cudowny i wspaniały (taaa, w Dramione chyba), tak nie zabraniam nikomu go lubić.

      Usuń
    2. A propos tego parringu: to taki z dupy. Do Hermiony w ogóle nie pasuje i strasznie go nie lubię. Tom Felton jest przystojny. Nie Draco.

      Usuń
  9. Tutaj Michalina z Demigods, ta z tym niebieskim Dalekiem na profilowce (chociaż pewnie nie wiesz co to Dalek. No nieważne). Świetnie piszesz, zgadzam się z tobą w 100%. Sama raz próbowałam zdefiniować "pseudofana" i nagle pod koniec okazało się że moje argumenty są do bani :) Ogólnie bardzo się cieszę, że ktoś w końcu o tym napisał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiło mi się twoje profilowe o monitor i jak najbardziej wiem, co to Dalek, mimo że Doctora Who mam dopiero w planach na najbliższą przyszłość ;).
      Dziękuję :D.

      Usuń
  10. Całkowicie się zgadzam :) Pamiętam, jak na wakacjach znalazłam top z logiem Nirvany, w dość przystępnej cenie i strasznie mi się spodobał. Kojarzyłam Nirvanę i lubiłam ich jedną piosenkę (tę najbardziej popularną). Bałam się, że spotkam na tym obozie jakiegoś fana i zacznie mnie przepytywać a potem będzie hejt i ogólnie, bo kupiłam koszulkę, a znam jedną piosenkę.
    Z książkami jakoś mnie to zbytnio nie rusza. Znaczy, fakt - czasem mnie irytuje, jak ktoś mówi, że jest fanem, obejrzał wszystkie filmy, ale za to książki nie tknie i uważa za gówno. Nie czytałeś - ok, ale nie obrażaj.
    Ja muszę chyba siebie nazwać sezonowcem, bo czytam książki dopiero, jak wyjdzie film. Mało którą przeczytałam mniej znaną książkę - tak jakoś wyszło i tyle. Słyszę pochlebne opinie, ludziom się podoba - musi coś w niej być, sięgnę bo niej chętniej, niż taką, o której pierwsze słyszę.
    Sądzę, że nie warto się takimi ludźmi przejmować. Niech sobie mówią co chcą.
    A co do niezgodnej, to dobrze, że nie czytałaś książki - film wtedy o wiele bardziej cieszy xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się XD
    Chociaż nie mogę strawić "Igrzysk Śmierci 2" (3 też nie). WPO. Ewentualnie 2 część Igrzysk, ale nie "Igrzyska Śmierci 2" ;_____;

    OdpowiedzUsuń
  12. Rasizm fandomowy... :")
    Ostatnio na Snapchacie dodałam na My Story zdjęcie książki "Niezgodna" i podpisałam "Zaczynamy trylogię Niezgodna". Jakieś 2 godziny później pewna osoba wysłała mi snapa *SPOILER* z podpisem "Tris umrze w Wiernej." Dla mnie rasizmem fandomowym jest właśnie wysyłanie tych głupich spoilerów osobom, które dopiero co zaczynają czytać książkę, która ma swój fandom. Jestem na etapie "Zbuntowanej" i nie mam ochoty czytać dalej, bo wiem że główna bohaterka umrze. Nienawidzę spoilerowców (sama nie spoileruję, chyba że ktoś chce wiedzieć ci bd dalej)
    *Dzięki za uwagę*
    Dziś odkryłam twojego bloga, jest świetny! :)
    ~BA DUM TSS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieeeeee! Aaaaaa! *płacze w kącie* Nieee! *wrzeszczy* Teraz ty mi zaspoilerowałaś!!!

      Usuń
    2. Przecież przed tą informacją napisała *SPOILER* a ty dalej czytałaś...

      Usuń
  13. Jezu, to mój ulubiony post na Twoim blogu! :D
    Jak dla mnie najgorsza była akcja, którą wymyślili właśnie fani "Niezgodnej". Bo przecież "sezonowcy" są takimi i d i o t a m i, że nie powinni nawet przychodzić do kina na film. Tylko tró fani, którzy czytali książkę mają do tego prawo. Więc dlaczego by nie wypisać spoilerów na ogromnych kartkach?
    To naprawdę żałosne. .-.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałm całe 2 serie o greckich bogach Ricka Riordana tylko dlatego że obejrzałam z tatą film. I co powinnam się wstydzić? Zgadzam się z tobą w 150% Z tego powodu odlajkowałam wszystkue te stonki na fb, bo mnie coś ruszyło. Jak człowiek który przeczytał te wszystkie książki może nie chcieć aby ludzie też je przeczytali? Nie udzielam się w żadnych fandomach na fb ani stronkach tego typu. Nie dyskutuje na temat książek z ludźmi w internecie. To moja żelazna zasada. Powodzenia w pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z tobą. Fani Niezgodnej w ogóle są jacyś dziwni (oczywiście nie wszyscy). Pewnego dnia szukałam sobie informacji o Niezgodnej w internecie. Trafiłam na Instagrama tró fanki, która chwaliła się, że gwizdnęła ze stojaka w kinie wszystkie ulotki. Na zdjęciu - wachlarzyk, ze 100 albo i więcej ulotek. Wredni sezonowcy nie będą ich mieć, ha!
    Tego samego dnia na jednym z fejsbukowych profili poświęconych ogólnie książkom młodzieżowym zobaczyłam, jak adminka żali się, że kiedy przyszła do kina, nie było już ani jednej ulotki. Jak to podsumowała? ZŁOŚLIWI SEZONOWCY wszystkie wykradli!
    Jeśli chodzi o ulotki, uważam, że ok. 5 to takie maximum. Więcej po prostu według mnie nie wypada, to tak jakby ukraść wszystkie wykałaczki z restauracji albo wynieść całą garść tych małych ketchupów z McDonalda...
    Jeżeli chodzi zaś o zespoły - uważam, że do minimum bycia fanem należy świadomość, że w ogóle jest to zespół. Spotkałam kiedyś dziewczynę, która powiedziała mi, że jest wielką fanką ABBY. Powiedziałam, że też lubię ten zespół, na co ona wytrzeszczyła oczy i powiedziała, że przecież to wokalistka. Zaprzeczyłam, na co ona oświadczyła, że przecież Dancing Queen śpiewa kobieta...
    Oczywiście PRAWDZIWI fani muszą też wszystkich nie-fanów wyzywać od mugoli, przyziemnych i śmiertelników. A jeśli ośmielili się oglądać film, a nie czytać książki, to w ogóle na stos z nimi!
    Smutne, ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).